Zasięgnijmy opinii

SKOnSR kontynuuje cykl pytań ,,Zasięgnijmy opinii” Pragniemy poznać różne punkty widzenia dotyczące problematyki cmentarzy i miejsc pamięci narodowych.

 

76. Czy polskie media na Litwie skupiają się na konkretnych cmentarzach czy ogólnie na problemie ochrony dziedzictwa kulturowego?

Kamil Zalewski: Polskie media na Litwie skupiają się zarówno na informowaniu o stanie zabytkowych cmentarzy jak też zwracają uwagę na problemy związane z ochroną dziedzictwa kulturowego i w tym kraju. Z jednej strony wynika to z obowiązku dziennikarskiego dotyczącego sprawdzania i informowania odbiorców o tym jakie prace są prowadzone w miejscach pamięci, jak też kontrolowanie w ten sposób poczynań władz lokalnych oraz organizacji zajmujących się tymi kwestiami. Z drugiej strony dziennikarze chcą relacjonować wydarzenia związane z tymi miejscami, bo informacje te cieszą się uwagą i zainteresowaniem odbiorców mediów, w których pracują.

75. Jakie są przykłady kampanii medialnych związanych z zabytkowymi cmentarzami?

Kamil Zalewski: Trudno mówić o kampaniach medialnych w tym przypadku, ale szeroko są prezentowane informacje o różnego rodzaju kwestach na rzecz zabytkowych cmentarzy, akcji sprzątania i porządkowania oraz ustawiania zniczy 1 i 2 listopada na opuszczonych grobach. Często poruszane są też tematy związane z historią poszczególnych nagrobków. O zabytkowych cmentarzach takich jak Cmentarz Na Rossie informuje się też w kontekście wizyt przedstawicieli państwa polskiego na tej nekropolii czy polskich turystów.

74. Czy współczesne społeczeństwo docenia wartość cmentarzy jako zabytków? Jakie działania mogą przyczynić się do większej świadomości w tej kwestii?

Kamil Zalewski: Tutaj zasadniczą kwestią jest to czy mówimy o społeczeństwie polskim na Litwie czy litewskim. O ile Polacy zawsze cenili wartość zabytkowych cmentarzy, które stanowią dla nich symbole narodowe, gdyż pochowani na nich są często ważne dla polskiej historii i kultury postacie, o tyle wśród Litwinów większe zainteresowanie przede wszystkim Cmentarzem Na Rossie można zaobserwować dopiero w ostatnich latach. Prawdopodobnie wpływ na to miał słynny pochówek powstańców styczniowych w 2019 roku. Nie bez znaczenia miała miejsce też renowacja alejek cmentarnych itp.

(KAMIL ZALEWSKI, korespondent Polskiego Radia w krajach bałtyckich oraz współpracownik Radia "Znad Wilii", związany jest z dziennikarstwem od 2002 r. Pochodzi z krainy jezior augustowskich, ale od 20 lat mieszka w Wilnie, czerwiec 2024 r.)

 

73. Na nagrobki z wyrytym imieniem, nazwiskiem i rokiem urodzenia, ale bez daty śmierci, natkniemy się niemal na każdej nekropolii. Dlaczego niektórzy decydują się na stawianie nagrobków jeszcze za życia?

Janina Starowieyska: Taki stan rzeczy dotyczy z reguły cmentarzy ,,współczesnych’’, gdzie płyty są jak z jednej matrycy. Teraz już się nie dziwię i wiem, że osoba, która tak zdecydowała jest osobą pragmatyczną. Teraz, bo jeszcze dziesięć lat temu uważałam, ze to pochówek za życia, jeszcze żyjącej osoby. Widzę problem osób samotnych czy par. Umiera jedno to i ta osoba co dokonuje pochówku swego męża czy żony, jednocześnie myśli o swoim, razem z nim, czy osobno. Wiele starszych osób uważa, że daje im to spokój, że zostaną pochowani tam gdzie chcą, i że będą mieli pomnik. To ważny aspekt. Znam przypadek i to na Litwie, gdzie małżeństwo wychowywało dziecko niepełnosprawne a mieli tylko jedno. Ojciec zmarł i na pomniku widnieją dwie daty urodzenia, ale matka jest już spokojna, że spoczną razem i nie obarczą kosztami, bo i kogo w ich przypadku? Dłutowanie brakujących elementów czyli daty śmierci nie jest na tyle kosztowne. Tak teraz uważam, ale nie wyobrażam sobie takiej sytuacji na pomniku kamiennym, który z reguły ma ,,kartkę’’, tak to nazywam, na napisy. Zresztą, najczęściej jest dłutowane tło. Sama stoję przed pewnym faktem- piękne kamienne postumenty, nawet jest miejsce na zamieszczenie danych osoby pochowanej w tym grobie, a której nie wykonano napisów w latach wojennych. Jeżeli zdobędę wystarczające informacje dotyczących zmarłych, zdecyduję się raczej na tabliczkę informującą, że w tym grobie również spoczywa…. Dodam jeszcze, że współczesne nagrobki często mają napis – Tu spoczywa Rodzina i nazwisko tylko, czy Grób Rodziny … To takie anonimowe, bez głębi. Wiadomo, każdy ma swoje prawo, ale czy nie na cmentarzach odnajdujemy swoich przodków gdy tworzymy drzewo genealogiczne?

72. Czy trudno jest pozyskać mecenasa, który sfinansuje konserwację nagrobka lub wesprze działania Fundacji? Prosimy uzasadnić.

Janina Starowieyska: Wydatki związane z upamiętnieniem osób represjonowanych z reguły pokrywa Rodzina, którą odnajduję i to Oni są darczyńcami, często powtarzalnymi. Nawet w wielu przypadkach nie muszę się upominać. Czują takie prywatne zobowiązanie, za co jestem ogromnie Im wdzięczna. Prace na cmentarzu, na Litwie, dla osób, które mieszkają w Polsce to często temat mało ważny. Wiele razy słyszałam- a po co to komu, nas tam nie ma, już tyle lat minęło… Nie czują potrzeby serca czy dobrowolnego obowiązku to i po co wydawać pieniądze. Owszem, są wyjątki i te kwoty co otrzymuję pozwalają na tyle ile jest zrobione. Mecenas – to wielkie słowo w działaniach tak małej, w dodatku jednoosobowej fundacji Fundacji. Wszystko co możliwe w mojej mocy – wykonuję sama. W sumie to i tak prawie mieszkam na Litwie, bo i mam gdzie, ale jak długo? Konserwacja to praca dla  odpowiednich specjalistów i bardzo kosztowna. Wymagają tego pomniki objęte nadzorem konserwatora. To pomniki Historii, warte takich prac i nakładów. Działania statutowe Fundacji to raczej prace porządkowe wokół grobu, pomnika czy miejsca wokół. Są to prace doprowadzające do stanu estetycznego, naprawczego. Nie wymagają płyt granitowych. Zaskakujące są dwa fakty - wysokość wyceny prac kamieniarskich na Litwie przy czym wszelkie prace muszę mieć potwierdzone fakturą i po drugie – wykonawcy wolą kłaść duże płyty niż się ,,bawić’’, jak to określają. Duża okazała płyta to raczej potrzeba dnia dzisiejszego, współczesnego. Odnoszę wrażenie, że są i nierzetelni wykonawcy. Nie znam języka litewskiego, nie ukrywam, że jestem z Polski, nie jestem stałym zleceniodawcą i tutaj widzę swoje bolączki. Nie umawiam się też na wykonanie prac jeśli nie mam funduszy w ręku a to zdecydowanie przesuwa termin rozmów na czas gdy fachowcy mają już zapełniona listę. Fachowiec z Polski, owszem, ale dochodzi koszt dojazdu, noclegu a zakup potrzebnych materiałów na Litwie to kolejne kilometry, a moje prace oddalone od magazynów. Może i nie potrafię pozyskiwać znaczących darczyńców, przyjmuję to na co Bóg pozwoli i z tym się godzę.

71. Jest Pani założycielką i prezesem zarządu Fundacji Pochówek i Pamięć. Na czym polega praca fundacji, jakie przesłanie niesie?

Janina Starowieyska: Tak, jestem założycielką Fundacji Pochówek i Pamięć i to wielki zaszczyt, że zechcieliście Państwo zadać parę pytań o działaniach Fundacji założonej w Polsce, która działa jednoosobowo od 26 maja 2021 roku. Cały czas podkreślam, że Fundacja to kontynuacja moich prywatnych działań od roku 2015. Po śmierci Ojca mego, który zmarł w wieku 99 lat, zaczęłam rozumieć Jego miłość do tych ziem, Jego wyraz twarzy i radosne oczy. Teraz wiem, że można pokochać i miasto, inny obszar, miejsce, i mówię wprost, w takiej mierze wcześniej tego tak nie odczuwałam. Przed prawie dziesięciu lat wstecz, jako osoba prywatna, w pierwszej kolejności zaczęłam odnawiać groby Dziadków moich, dalszej rodziny, które znajdują się na terenie Wileńszczyzny, w szczególności w obrębie Parafii i Gminy Podbrzezie. To parafia, z której wywodzą się moi Rodzice, tutaj urodzili się dwaj moi bracia. Zakładając Fundację chciałam stworzyć formalną możliwości pozyskiwanie dotacji i funduszy na realizację rozpoczętych moich prywatnych działań przez realizację działań statutowych. Realizowałam dwa projekty partnerskie z Fundacją Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego, która z obserwacji tak wiele pomysłów wspiera i realizuje na terenie Litwy. Nie jestem historykiem i unikam wywodów historyczno-politycznych na temat Wileńszczyzny, ale wiem jak ukochanym miejscem była pozostawiona Ojcowizna Rodziców, zostawione groby bliskich, jak ciężkie to przeżycie mieć rozerwane życie rodzinne i wiem, że nie byli Oni jedyni. Mottem Fundacji jest - Nie nienawidzić, nie mścić się, nie rozdrapywać, ale także nie zapominać. Tak wiele spraw codziennych, z życia wziętych ludzi zwykłych można jeszcze przypomnieć, utrwalić, zostawić potomnym. Ważne jest aby poznawać historię, która bierze się z pamięci, bo bez historii nie ma pamięci. Mieszkańcy tworzą historię lokalną a z niej tworzy się ogólna, szersza. Zachować pamięć o miejsce ostatniego spoczynku Przodka, połączenia rodzinne, Jego życie tutaj… To jest możliwe, tylko trzeba, jak to mówię często – dojrzeć do tych spraw. Nie tak znowu dawno temu zrozumiałam, że groby bliskich pozostały na miejscu, gdy rodziny często pod przymusem musiały opuścić te ziemie. Ci co zostali, w większości już umarli lub sił nie mają. A tych grobów jest bez liku bo i tak wiele rodzin opuściło, często pod przymusem, WILEŃSZCZYZNĘ. Przy współpracy samorządu miejscowego staram się zadbać o groby z datą najstarszego pochówku. Gmina i parafia Podbrzezie ze względu na swą, powiedziałabym unikalną historię, w swym obrębie ma ok 30 miejsc pochówku czyli cmentarzy. Oczywiście parę jest jeszcze czynnych. Pozostałe to często miejsce z paroma grobami czy miejsca oznaczone krzyżem, który uświadamia o istnieniu takiego miejsca. Boleję bardzo nad tym, że dwa wiadome mi  miejsca są terenem prywatnym i nie ma szans na upamiętnienie, ustawienie tam krzyża. To smutne, chociaż w jednym przypadku pocieszające jest to , że jest ono ogrodzone, zadbane, taki park bez alejek. To przyjemny widok dla oka i świadomość, że nikt i nic nie zakłóca miejsca ostatniego spoczynku. Fundacja w zakresie swych działań statutowych ustawiła dwa krzyże cmentarne. Jeden z własnych funduszy, drugi w ramach realizacji projektu partnerskiego. Zachowując pamięć dla potomnych o istniejących miejscach pochówków w obrębie parafii, utrwalając ślady przeszłości naszych Przodków jakim są cmentarze, to przybliżenie społeczności lokalnej ich przeszłej, minionej historii, która daje podwaliny do rozwoju obecnej kultury, tradycji czy wiary. Jak często świadomości jest uśpiona życiem codziennym. Rozumiejąc i wychodząc naprzeciw działaniem i realizacją celów statutowych Fundacja stara się uwrażliwić mieszkańców na parę tematów. Jednym z nich jest oznaczenie dwóch miejsc przez ustawienie tablicy kamiennej z dwujęzyczną inskrypcją. Każdy przechodzień może i powinien zainteresować się treścią a tym samym zakodować wartość i ważność tegoż miejsca jako wspólne świadectwo i dziedzictwo. Dlaczego takie zainteresowanie Fundacji licznymi miejscami pochówków? Wynika to rysu historycznego i z faktu, iż po roku 1863 intensywna rusyfikacja spowodowała zlikwidowanie  katolickiej parafii, która jednym postępkiem przestała istnieć. Stan taki trwał przez lat 40, aż do jej reaktywacji w 1906 roku. Wówczas zaczęto budowę nowego kościoła i wyznaczono miejsce pod nowy, parafialny cmentarz. Na dzień dzisiejszy istnieją jeszcze pojedyncze pochówki sprzed roku 1906, właśnie na tych małych wioskowych, rozproszonych  cmentarzykach. To są już artefakty historyczne, jak perełka na mapie historii. Tak też fundacja odnosi się do tych pojedynczych grobów. Na cmentarzu zaś powstałym w 1906 istnieją jeszcze sporadyczne pochówki o dacie 1906, 1907, 1910 i wyżej. Czas jest bezlitosny dla drewnianych krzyży i ślad po grobach przepada. Nie każdą rodzinę było stać wówczas na koszt pomnika kamiennego, które trwają do dnia dzisiejszego. Owszem, trwają, ale jak często są również przechylone, rozczłonowane, przełamane a nawet zapadnięte, wrośnięte w ziemię. Nie spodziewałam się , że taki stan rzeczy może istnieć. I jak taki leżący pomnik nie ponieść, nie ustawić prosto, a przy tym oczyścić, odmalować, ustawić znicz, uzupełnić krzyż czy Mękę Pańską? Odnowione miejsca grobne w razie potrzeby jest obłożone kostką brukową zabezpieczającą przed porostem trawy. Wiem, to nie jest porywający element, ale praktyczny, no i nie generuje wysokich kosztów. Serce boli gdy widzę grób zarośnięty trawą czy z wiązankami szarych kwiatów, które kiedyś pewnie były kolorowe…Każdy grób po zakończeniu prac zostaje poświęcony, zaopatrzony w światełko pamięci i nową , trwałą wiązankę. Wiązanki staram się wykonywać własnoręcznie, po części ekologiczne. Dostępne są kwiaty wykonane z materiału a żywe gałązki spełniają swą rolę, zwłaszcza, że są to przeważnie groby ziemne. Wykonanie wiązanek z reguły dokonuję w Polsce. Dbałość o groby, o cmentarze - świadczy o wartości ludzkiej i w tym Fundacja stara się pomóc również POTOMKOM wywodzącym się terenu Wileńszczyzny. Pomaga w zachowaniu i odzyskaniu tak ważnego pozytywnego uczucia, poczucia więzi z ziemią swych Ojców i Dziadów. Fundacja w zakresie działań statutowych przeprowadza również upamiętnienie osób represjonowanych przez władze sowieckie wieku ubiegłego. Upamiętnienie mieszkańców parafii Podbrzezie, bez różnicowania narodowości czy wiary. Mieszkańców, którzy byli zesłani, deportowani, więzieni w łagrach czy obozach zniewolenia. Bazą wyjściową był również los najbliższej mi rodziny i jak kamień rzucony do wody uwidacznia rozchodzące się kręgi na niej, tak informacje i dane, które zaczęły do mnie spływać o mieszkańcach świadczyć mogą, w przenośni, że był to bardzo ciężki kamień… Taki to był ogrom nieszczęść ludzkich za sprawą systemu. Rodzice byli zesłani na Syberię, tam się urodziłam. Ojciec wcześniej był też aresztowany, przebywał w więzieniu na Łukiszkach, zesłany do łagru, do Donbasu. Powrócił na ojcowiznę by po pięciu latach ponownie stać się zesłańcem syberyjskim. Swoje wspomnienia zatytułował- Byłem dwukrotnym więźniem w szponach NKWD. W roku 2018 na miejscowym cmentarzu w Podbrzeziu został ustawiony krzyż  wraz tablicą epitafijną. W  roku następnym zostały umieszczone na nim tabliczki imienne represjonowanych mieszkańców i każdego roku ich przybywa. Trudno powiedzieć kiedy, i czy, listę będzie można zamknąć. Jest to miejsce uhonorowane od lat przez przedstawicieli Ambasady w Wilnie, którzy odwiedzają w tak znaczących dniach listopadowych liczne Miejsca Pamięci Wileńszczyzny. Krzyż Pamięci w Podbrzeziu stał się jednym z nich. Pozwolę przytoczyć jakże ujmujące słowa wypowiedziane w IV Rocznicę ustawienia tegoż krzyża przez Panią Poseł na Sejm Republiki Litewskiej – Ritę Tamašunienė – to miejsce stało się dla mieszkańców miejscem pielgrzymki, modlitwy, gdzie można zobaczyć historię losu Ich Przodków. Jest często jedynym widocznym miejscem na ziemi dla Rodzin Tych, co zmarli na zesłaniu a Ich kości nie mają grobu. Organizowanie uroczystości upamiętniających wspólnie z władzą lokalną, społecznością szkolną czy liderami wspólnot lokalnych powoduje wzrost odpowiedzialności za to dziedzictwo i odpowiedzialność w przekazie wiedzy przyszłym pokoleniom, mieszkańców tych ziem.. Tak wiec, gdy przyszła własna świadomość o znaczeniu Ziemi Wileńskiej w życiu moich Rodziców, staram się nadrobić, odrobić, odwdzięczyć, czynem przeprosić za grzech zaniechania, zapomnienia . Wszak mam tutaj pochowanych obu Dziadków a nazwisko czytane na pomniku natychmiast przywołuje zasłyszane  rozmowy rodzinne.. Chodząc po cmentarzu czuję takie przeniesienie w czasie, do dzieciństwa, dźwięk głosów, wypowiedziane nazwiska, historyjki z lat młodości plus wyraz miłości w tonie głosu i wyrazie oczu…wprost powiem, przeszło to na mnie i tego się nie wypieram. I nie jestem w tym sama. Tak często słyszę słowa podziękowania od przybyłych Potomków z Polski na uroczystości upamiętniające, że wyrwałam Ich z zapomnienia i przywołałam do ziemi Przodków, że innym sercem spojrzeli na los swych Ojców, że nie sadzili że Ich Ojciec, Dziadek to taki Bohater… Że chcą jeszcze tu przyjechać… Angażowanie Potomków z obu naszych państw w uczestniczeniu upamiętnienia swego Przodka to ważny, dodatkowy już i mierzalny cel Fundacji- odnajdywać i łączyć RODZINY. Zbyt wiele może powiedziałam, ale proszę wierzyć, w poczynaniach też się nie oszczędzam.

(JANINA STAROWIEYSKA, córka zesłańca, urodzona na Syberii działaczka społeczna, założycielka i prezes Fundacji Pochówek i Pamięć, marzec 2024 r.)

 

70. Jakich porad udzieliłaby Pani osobom zamierzającym fotografować zabytkowe wileńskie cmentarze?

Bożena Mozyro: Nie będę się tutaj oczywiście zagłębiała w sprawy techniczne, powiem po prostu, że naprawdę warto przejść się po zabytkowych wileńskich cmentarzach, które szczególnie pięknie wyglądają jesienią, co nie znaczy, że nie warto robić zdjęć o innych porach roku. Jesienią, gdy drzewa barwią się różnymi kolorami, szczególnie podczas wschodu lub zachodu słońca, można zrobić naprawdę piękne ujęcia. Wiosną natomiast, jak wszyscy wiemy, zakwita cmentarz Bernardyński. Na kwitnące scylie zbiegają się chyba wszyscy fotografowie. Nie można także pominąć niesamowitego klimatu w dniu Wszystkich Świętych, gdy rozbłyskuje na nich setki, a nawet tysiące światełek pamięci. Na starych cmentarzach panuje aura ciszy i nostalgii, a także przemijania i kruchości życia. Czasami jakiś promień słońca prześwitujący przez krzyż lub liście podkreśla tę niesamowitą aurę i zadaniem fotografa jest złapanie takiego właśnie ujęcia. Stare cmentarze warto fotografować. To nasza historia, którą musimy zachować dla potomków. Radziłabym także fotografować zabytkowe pomniki, które często są w opłakanym stanie, aby w razie potrzeby, można byłoby je przesłać odpowiednim organizacjom, które zajmują się renowacją. Nie trzeba chyba przypominać, że nawet na zabytkowych cmentarzach trzeba uszanować prywatność osób odwiedzających groby. Zdjęcia zawsze trzeba robić z wyczuciem sytuacji i raczej bez rzucania się w oczy.

69. Jak nie wypada ubrać się na cmentarz? Proszę uzasadnić.

Bożena Mozyro: Chyba każdy to rozumie, że cmentarz jest miejscem, gdzie panuje atmosfera szacunku i powagi. W związku z tym na cmentarz zakładamy raczej skromniejsze i stonowane stroje. Oczywiste jest to, że nie na miejscu będą szorty, hawajskie koszule lub zbyt wydekoltowane i otwarte stroje u pań. Jednak trudno jest wymagać, aby wycieczkowicze z ,,objazdówki'' po mieście w czasie upalnego lata, zakładali ciemne ubrania, ale miejscowym mieszkańcom nic nie stoi na przeszkodzie, aby ubrać się bardziej odpowiednio, wybierając się odwiedzić cmentarze. Nie mówię, że na cmentarz trzeba przychodzić ubranym wyłącznie na czarno. Chodzi o to, aby nie było to zbyt wyzywające. Nie zapominajmy, że jest to brak szacunku względem zmarłych, a także osób odwiedzających groby bliskich.

68. Czy są jakieś sposoby, a może triki, żeby zabezpieczyć kwiaty i znicze na grobie przed kradzieżą? 

Bożena Mozyro: Niestety sama nie jeden raz zetknęłam się z taką sytuacją, gdy nawet dekoracyjne krzaczki lub choineczki były wyrywane z korzeniami, że nie wspomnę już o kradzieży wiązanek i kwiatów. Z tego powodu zaczęłam sadzić mniej rzucające się w oczy rośliny. Można ,,oznaczać'' kwiaty, a nawet rośliny spryskując je farbą w spray'u, co też robiłam. Takie kwiaty nie będą już atrakcyjne dla złodziei, ponieważ nie będą mogli je sprzedać. Dobrym rozwiązaniem są także wiązanki ze sztucznych kwiatów, można znależć teraz eleganckie dekoracje, na których kwiaty wyglądają jak żywe. Niestety, także mogą stać się łupem złodziei. Można polać je roztopionym woskiem ze znicza lub też spryskać farbą. Chodzi o to, aby było widać, że nie są nowe, jeżeli złodziej spróbuje je sprzedać. Na żywych kwiatach można złamać jakiś liść lub tak skrócić łodygi, aby bukiet już nie był atrakcyjny dla złodzieja. Można wiązankę obłożyć dodatkowo kamieniami lub, jeżeli istnieje taka możliwość, przywiązać do czegoś, aby utrudnić złodziejowi kradzież. Natomiast znicze radziłabym stawiać zalewane, a nie z wymiennym wkładem. Zalewane wypalają się i nadają się tylko do wyrzucenia.

(BOŻENA MOZYRO, miłośniczka Wilna i pasjonatka fotografii, luty 2024 r.)

 

67. Ochrona prawna nie wystarczy do zapewnienia bezpiecznej przyszłości zabytkowych cmentarzy Wilna – potrzebni są ci, którzy będą domagać się jej egzekwowania. Co zrobić, by na dłuższą metę zachować świetność nekropolii na Rossie, św. św. Piotra i Pawła, cmentarza Bernardyńskiego?

Renata Dunajewska: Aby na dłuższą metę zachować świetność naszych najpiękniejszych cmentarzy przede wszystkim należy zacząć od siebie. Mamy pochówki na tych cmentarzach. Zatroszczmy się nie tylko o te, swoje, ale też o kilka, kilkanaście innych, które są w pobliżu. Nie tylko sprzątajmy liście jesienią, ale posadźmy po kwiatku na każdym grobie wiosną. Wyczyśćmy mogiły od chwastów, mchu. Moja rodzina jest pochowana na cmentarzu św. św. Piotra i Pawła. Krewni się śmieją, że sprzątam pół cmentarza. A ja opiekuję się grobami osób, rodziny których wyjechały na stałe do Polski. Szkolne koleżanki mojej mamy poprosiły o to, więc jest to mój obowiązek. Inna koleżanka mojej mamy też poprosiła mnie o zaopiekowanie się grobami, które kiedyś dopatrywała. I tak się zbiera. A zaangażowana jest w to moja rodzina. Kiedyś przytrafiło mi się coś takiego – sprzątałam groby, które są przy samej bramie wejściowej. Wrażenie było takie, iż wszyscy zrzucali na nie liście. Po sprzątnięciu znalazłam zostawione dwa słoiczki, w których znajdowały się nieduże pieniążki i wizytówka osoby, która napisała: „Tu leży mój dziadek“. W taki sposób dodało się jeszcze kilka miejsc do zaopiekowania się. Nie liczmy na innych. Róbmy swoje. Nie tylko raz do roku.

66. Czy pomiędzy indywidualnymi realizacjami na zabytkowych nekropoliach miasta Wilna pojawiające się kompozycje „uniwersalne”, których forma i materiał nie nawiązują do wymogów otoczenia, lecz są rezultatem wyboru jednego spośród masowo produkowanych lub zamawianych internetowo, bezpośrednio w hurtowni nagrobków, nie powodują dysonansu i nie zakłócają panującą atmosferę? Proszę argumentować.

Renata Dunajewska: Uważam, że każdy postawiony na zabytkowym cmentarzu pomnik powinien być uzgadniany z odpowiednimi instytucjami. Zabytkowe cmentarze są swoistymi muzeami. Dlatego należy dostosowywać się do konkretnego miejsca. Zresztą, jak na Starówce widzimy jakieś współczesne błyszczące marmury – razi to nam oczy. Każdy cmentarz powinien być zachowany w swoim stylu.

65. Dlaczego cmentarz na Nowej Rossie nie jest atrakcyjny turystycznie?

Renata Dunajewska: Nie wiem, dlaczego nie jest atrakcyjny. Może to jest wina nas, dziennikarzy, przewodników. Na pewno tam są pochowani wybitni i zasłużenia dla miasta ludzie. Tylko o nich mało mówimy. Kiedyś byłam na lekcji historii na Rossie, którą przygotowali nauczyciel historii Wiktor Łozowski i uczniowie Gimnazjum im. Jana Pawła II. To była lekcja nie tylko historii, ale też muzyki i kultury. Gdyby było więcej takich inicjatyw, byłoby większe zainteresowanie nekropoliami.

(RENATA DUNAJEWSKA, dziennikarka polskiej redakcji radia LRT, sierpień 2021 r.)

 

64. Wileńska Rossa w porównaniu do Warszawskich Powązek lub Cmentarza Łyczakowskiego jest bardziej zaniedbana. Z jakich powodów?

Krystyna Pietrusewicz: Myślę, że przede wszystkim jest zbędne porównywanie cmentarzy. zabytkowych, gdyż są one częścią historii, ludzi danego kraju. Więc gdybyśmy próbowali je podporządkować pod jeden model, ignorowaliśmy właśnie historię, tradycje, charakter społeczeństwa. Nie zgodziłabym się z tezą, że nasza Rossa jest zaniedbana. Może po prostu myśmy o nią aktywnie zaczęli dbać o wiele poźniej niż wymienione Powązki Warszawskie. Zresztą przecież i historia Warszawy jest inna, nie mówiąc już o wielkości geograficznej stolicy. Ślędząc zaangażowanie Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą ośmielam się twierdzić, że raczej bardzo aktywnie ta organizacja non-profit dba o nasz cmentarz. Musimy pamiętać, że Rossa jest cmentarzem na Kresach, a dominują groby Polaków. Więc to w pewnym stopniu daje odpowiedź na pytanie tych, którzy myślą, że ten cmentarz jest zapomniany. Fakt, iż jest on na liście najbardziej odwiedzanych miejsc Wilna, daje nadzieję. Osobiście cieszę się że nasza Rossa jest jaka jest. Na wzgórzach, ze starymi, oryginalnymi nagrobkami. Może jedyna taka. Więc czy nie jest przez to wyjątkowa? Czy musi przeistoczyć się w cmentarz z nowymi pomnikami, ułożonych w rząd? Chyba nie. Ale że potrzebuje nieustannego gospodarza, który będzie dbał o jej stan, jest niezaprzeczalne. A SKOnSR właśnie nim jest i chwała mu za to.

63. Jakimi dekoracjami (nie)powinno się upiększać groby osób spoczywających na zabytkowych cmentarzach? Dlaczego?

Krystyna Pietrusewicz: Ciekawe pytanie. Hm, czy muszą się różnić groby na cmentarzu zabytkowym i na cmentarzu zwykłym? Wydaje mi się, że w obu wypadkach musi być zachowany umiar w upiększęniu/upamiętnieniu nagrobka danej osoby. W moim odczuciu, chyba najważniejsze jest by nagrobek nie był zaniedbany, zapomniany. A kwiaty, sztuczne czy żywe, zawsze są miłą cząstką nagrobka. Widziałam na nagrobkach zawieszone różańce, pamiątki w postaci naszyjników z medalem itp. To są bardzo indywidualne "dekoracje". Na pewno są częścią danej pochowanej osoby, więc według mnie na pewno nie są to zbyteczne detale. Myślę, że tu nie musi być reguły. Ważny chyba utrzymany umiar.

62. Czy najważniejsza literatura o historycznych nekropoliach Wilna powinna być zeskanowana i dostępna dla każdego pasjonata za pomocą internetu? Proszę argumentować.

Krystyna Pietrusewicz: Hm, kolejne ciekawe pytanie. Czy powinna? Powiedziałabym że mogłaby być dostępna. Możemy się spotkać z sytuacją, że dostępność takiej informacji będzie wiązać się z bardzo prywatną informacją pochowanych osób i to może być częściowo naruszeniem prawa, aczkolwiek ogólna informacja, historia na pewno mogłaby pomóc w biografiach poszczególnych ludzi, ważnych w historii kraju itp. Na pewno szerszy dostęp do archiwum mogłyby mieć właściciele cmentarzy, opiekunowie.

(KRYSTYNA PIETRUSEWICZ, wilnianka, miłośniczka gór i wędrówek pieszych długodystansowych, lipiec 2021 r.)

 

61. Dziś każdy fotograf może korzystać z dobrodziejstw komputerowej obróbki zdjęć. Na co w tej kwestii warto zwrócić uwagę obrabiając przede wszystkim zdjęcia z zabytkowych cmentarzy i miejsc pamięci narodowej?

Tomasz Kadziewicz: Tak naprawdę nie ma wielkiej różnicy, co jest obiektem fotografii, wszędzie obowiązują te same techniczne zasady. Jeżeli wykonać rzetelnie pracę, praktycznie każde zdjęcie będzie dobrze wyglądało. Warto zwrócić szczególną uwagę na kompozycję, koloryt, światłocień, prawidłowe techniczne ustawienia (np. miękkie rozmycie tła – efekt bokeh). Jednak moim zdaniem najważniejszym punktem jest przekazanie emocji. Biorąc pod uwagę zawartość cmentarzy, trzeba w taki sposób ustawić kadr, by odbiorca wyczuł to, co chce przekazać osoba fotografująca – możliwie ciekawą historię, przez wandali połamany krzyż lub pięknymi kwiatami ozdobiony pomnik nagrobny, na którym widoczne ślady po kulach.

60. Szare ogrodzenie cmentarza na Starej Rossie, zwłaszcza ze strony ulicy Sukilėlių (Powstańców) sprawia ponure wrażenie. Czy malowanie murali na ogrodzeniu historycznej nekropolii naprawiłoby obecny wygląd?

Tomasz Kadziewicz: Szare ogrodzenia i ich odnowienie porównałbym z restaurowaniem starej świątyni. Forma monumentu zostaje ta sama, a koloryt odżywa oraz cieszy oczy nowym wyglądem. Dobrym przykładem jest kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu w Wilnie. W moim przekonaniu odpowiedni koloryt ogrodzenia cmentarza na Rossie zwiększy poziom pozytywu.

59. W jaki sposób można wykorzystać najnowocześniejsze technologie do promocji starych cmentarzy miasta Wilna?

Tomasz Kadziewicz: Zabytkowy cmentarz mylnie jest spostrzegany jako zapomniane i zaciszne miejsce. Sądzę, że istnieje potrzeba wprowadzenia nowych technologii w ten segment miasta. Mam na uwadze wykorzystanie SMART oświecenia, reagującego na przechodniów albo informacyjne tabliczki z QR kodem. Ponadto dla wyświetlenia informacji można wykorzystać AR (Augmented Reality) – technologię Rozszerzonej Rzeczywistości.

(TOMASZ KADZIEWICZ, założyciel spółki fotograficznej i filmowo-kreatywnej ,,Insanum”, pomysłodawca i realizator projektu ożywienia przejścia podziemnego w wileńskiej dzielnicy Karolinki wykorzystując instalacje artystyczne, autor filmiku promocyjnego o jubileuszowym medalu SKOnSR, twórca fanpage’u na Facebooku ,,Laikas objektyve”, maj 2021 r.)

 

58. Czy zmiany w przemieszczaniu się, spowodowane pandemią zakaźnej choroby COVID-19, wpłyną ujemnie na osoby w wieku starszym, które chętnie odwiedzają miejsca pamięci narodowej poza granicami Polski?

Wojciech Lis: Ograniczenia spowodowane pandemią z pewnością są uciążliwe dla wszystkich. Jednakże nie obawiałbym się, że ludzie nagle przestaną podróżować i odkrywać świat dla siebie. Nie znikną przecież ludzkie potrzeby odwiedzania innych krajów, poznawania nowych miejsc, aktywnego spędzania czasu czy chociażby zmiany swojego otoczenia. Nie jest możliwe zamknięcie człowieka w murach własnego domu czy w granicach państwa. W naturze ludzkiej tkwi ciekawość świata, nie zmieni jej ani koronawirus ani inne choroby, które na pewno pojawią się w przyszłości.

Oznacza to, że miejsca pamięci narodowej znajdujące się poza granicami Polski odwiedzali i będą odwiedzać nie tylko osoby w starszym wieku, świadome ich znaczenia dla kultury polskiej, ale także ludzie młodzi, którzy szukają swoich korzeni, którzy w ten sposób dają wyraz przywiązania do historii oraz dumy z przynależności do Narodu Polskiego albo tylko dążą do zaspokojenia swojej ciekawości o miejscach, o których słyszeli czy to od swoich krewnych czy to w procesie swej edukacji.

Miejsca pamięci narodowej znajdujące się poza granicami Polski są niewątpliwie istotną częścią kultury polskiej, bez której nie można w pełni jej zrozumieć. Świadome tego osoby w starszym wieku traktują takie wyjazdy jako pielgrzymkę do źródeł swojej tożsamości i jednocześnie peregrynację po miejscach kształtujących kulturę stanowiącą element wyróżniający człowieka wśród innych narodów, a jednocześnie przyczyniający się do umocnienia albo odbudowania poczucia własnej wartości. Wobec powyższego jestem przekonany, że ograniczenia spowodowane pandemią nie wpłyną w drastyczny sposób na odwiedzanie miejsc pamięci narodowej poza granicami Polski.

57. Jakie są ujemne czynniki, które w największym stopniu wpływają na krajobraz zabytkowych cmentarzy?

Wojciech Lis: Dostrzegam trzy, po pierwsze, ekspansywna urbanizacja i związane z nią stałe poszukiwanie miejsc dla nowych inwestycji, także kosztem zabytkowych cmentarzy. Po drugie, wymieranie albo emigrowanie potomków tych, którzy zostali pochowani na cmentarzach dzisiejszej Litwy, Białorusi i Ukrainy. W konsekwencji coraz mniej jest tych, którzy pielęgnowaliby miejsca pochówku swoich przodków, dbali o wygląd ich mogił i strzegli zabytkowych cmentarzy. Po trzecie, dążenie, nierzadko bardzo brutalne, wręcz barbarzyńskie, do zatarcia wszelkich śladów obecności Polaków na terenach dzisiejszej Litwy, Białorusi i Ukrainy i wyeliminowania z przestrzeni publicznej wszystkiego co polskie, także zabytkowych cmentarzy poprzez zagospodarowywanie ich przez nowych właścicieli.

Trudno zrozumieć, jeszcze trudniej zaakceptować przyzwalanie miejscowych władz na organizowanie nowych pochówków na zabytkowych cmentarzach bez żadnego tytułu prawnego, co wiąże się z usuwaniem nagrobków z polskimi inskrypcjami, aktami wandalizmu i w konsekwencji dewastacją polskich nagrobków – w wielu przypadkach prawdziwych dzieł sztuki. Ofiarą tego rodzaju działań pada niestety coraz więcej polskich cmentarzy znajdujących się na terenach dzisiejszej Litwy, Białorusi i Ukrainy. Sztandarowym tego przykładem są zabytkowe cmentarze wileńskie: Na Rossie, Na Antokolu czy Cmentarz Bernardyński. Działania takie nie są oczywiście przypadkowe – prowadzą do zmian w strukturze narodowościowej zmarłych pochowanych na zabytkowych cmentarzach, przez to do wtórnego fałszowania historii tych ziem. 

Konieczne są więc zdecydowane działania władz polskich na poziomie międzypaństwowym zmierzające do objęcia ochroną zabytkowych cmentarzy stanowiących trwały element krajobrazu kulturowego dzisiejszej Litwy, Białorusi i Ukrainy. Niewątpliwie ciągłość historyczna Państwa Polskiego zobowiązuje go do wzięcia odpowiedzialności za wszystko, co w jego ramach na przestrzeni wieków zostało wytworzone i stanowi dowód jego obecności na ziemiach, które na skutek rozmaitych dziejowych zawirowań, znalazły się poza jego obecnymi granicami, więc także zabytkowymi cmentarzami.

56. W 2019 r. z przeprowadzonych przez Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą POLONIKA badań wynika, że ponad 90% Polaków nie wie, czym jest polskie dziedzictwo kulturowe za granicą. Dlaczego?

Wojciech Lis: Wydaje się, że jest to konsekwencją wielu powiązanych ze sobą czynników, spośród których należy wskazać na systemowe fałszowanie historii w okresie uzależnienia Polski od ZSRR. Niemal pół wieku indoktrynacji, przemilczania faktu, że Polacy od zawsze zamieszkiwali na terenach, które po zakończeniu II wojny światowej wskutek przesunięcia granic weszły w skład Litwy, Białorusi i Ukrainy, oraz pomijanie ich wkładu w tworzenie kultury tych ziem zrobiło swoje. Przesunięcia granic i utrudnienia w przemieszczaniu się spowodowało, że Polacy zostali odcięci od spuścizny przodków. Kwestionowanie nowego powojennego ładu uznawano za zdradę, więc w obawie przed represjami przestano odwoływać się do tej części polskiego dziedzictwa kulturowego, która znalazła się poza granicami Polski. Po odzyskaniu wolności miejsce systemowej indoktrynacji zajęła wcale nie lepsza polityczna poprawność, która spowodowała, że w imię dobrosąsiedzkich relacji nie wypadało głośno upominać się o prawdę historyczną i otwarcie występować o objęcie ochroną polskiego dziedzictwa kulturowego za granicą.

Nie sposób nie wspomnieć tu o Polakach, którzy się urodzili i wychowali na Kresach, a następnie zostali zmuszeni do przemieszczenia się na Ziemie Odzyskane. Najpierw zastraszani, później marginalizowani, w końcu zostali zapomniani, a przecież to właśnie ci ludzie, świadkowie historii – strażnicy pamięci, byliby najlepszymi nauczycielami o polskim dziedzictwie kulturowym znajdującym się obecnie poza granicami Polski. W tym kontekście należy przypomnieć, że co siódmy obywatel Rzeczypospolitej Polskiej powyżej osiemnastego roku życia deklaruje, że ma rodzica, dziadka lub pradziadka urodzonego na Kresach lub że sam urodził się na tamtych terenach.

Do tego dochodzą wieloletnie zaniedbania kolejnych rządów spowodowane brakiem jasno określonej, konsekwentnie realizowanej polityki historycznej, podkreślającej ponad tysiącletnie dokonania Narodu Polskiego. To wszystko doprowadziło do zmiany mentalności i wyparcia ze świadomości zbiorowej polskości wytworów kultury materialnej znajdujących się na terenach dzisiejszej Litwy, Białorusi i Ukrainy. Konieczne jest więc upowszechnianie wiedzy o polskim dziedzictwie kulturowym za granicą oraz włączenie informacji na temat tego dziedzictwa do szkolnych programów nauczania, co spowoduje przywrócenie pamięci o spuściźnie przodków, ale także przyczyni się do kształtowania postaw patriotycznych nauczy szacunku dla tego, co polskie.

(WOJCIECH LIS, dr hab., prof. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II (Wydział Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji), autor artykułów o Polakach mieszkających na Litwie, pomysłodawca i redaktor opracowań zbiorowych: „Polacy na Litwie – przeszłość i teraźniejszość” (2018) oraz „Kultura polska na Litwie” (2021), kwiecień, 2021 r.)

 

55. Czy w polskojęzycznych czasopismach wydawanych na Litwie i w Polsce w latach sowietyzacji wspominano o zabytkowych nekropoliach wileńskich?

Alwida Antonina Bajor: Na łamach wydawanego w Wilnie dziennika o soczystej barwnej nazwie - "Czerwony Sztandar" - nie tylko wspomniano o zabytkowych nekropoliach wileńskich, ale apelowano o ich ratunek przed zagładą, prowadzono konkretne prace organizacyjne. Zasługa w tym byłych dziennikarzy redakcji ś.p., ś.p. Haliny Jotkiałło i Jerzego Surwiły. Spoza redakcji jako autorzy publikacji w tym temacie działali znani przedstawiciele polskiej wileńskiej inteligencji - Alicja Klimaszewska, ś.p. Olgierd Korzeniecki, ś.p. Henryk Sosnowski, Czesław Malewski i in.. Z Polski aktywnie włączył się do akcji nieoceniony ś.p. Jerzy Waldorff. W PRL-u o cmentarzach wileńskich pisano w języku Ezopa. Nazwy miast Wilno i Lwów były objęte głuchym milczeniem. Kardynalne zmiany w tym temacie zaszły po roku 1981.
 
54. Czy istnieje potrzeba stworzenia muzeum obok cmentarza na Rossie? Jakie przedmioty mogłyby być eksponowane w muzeum?
 
Alwida Antonina Bajor: W moim odczuciu cały ten cmentarz jest wyjątkowym, imponującym muzeum pod otwartym niebem. Ci, którzy tu spoczęli, nowego "miejsca zamieszkania" już nie potrzebują. Jakiś rodzaj muzeum, "kapliczkę uznania" może warto byłoby zbudować dla upamiętnienia ludzi z tego świata, którzy wnieśli duży wkład na rzecz utrwalenia pamięci o Tamtych. Np. zamieścić ich publikacje, przewodniki, książki, bogate zbiory ikonograficzne. A przy okazji, poważnie zastanowić się nad datą jubileuszową cmentarza Rossa. Skąd ta pisownia przez dwa S? Sięgnijmy do głębszych dziejów. W r. 1769 burmistrz wileński Bazyli Müller wyznaczył niedużą przestrzeń na cmentarz w dolinie zwanej Rosą. Opiekę nad cmentarzem powierzono księżom misjonarzom, którzy w roku 1801 więcej ziemi pod ten cmentarz dokupili. Burmistrz "przestrzeń wyznaczył", od nikogo nie odkupił. Dolina Rosa znana była od czasów kultury rolniczej, "gdzie lud tamtejszy zbiera się w wigilię św. Jana lub w dzień, albo kilka dni później, by kwiat paproci szczęście dający otrzymać" (z Encyklopedii Powszechnej Samuela Orgelbranda). Obchodzono tu obrzędowe radosne Święto Rosy. Rossa - przez podwójne "S" w swoim przewodniku po Wilnie (1862) pisze Adam Honory Kirkor. Ale późniejszy autor znanego przewodnika prof. Juliusz Kłos tego zdwojonego "S" wyraźnie unika, "sprawę" powierzając znakomitemu znawcy przedmiotu prof. Stanisławowi Kościałkowskiemu. Prof. Kościałkowski zdecydowanie sukcesywnie używa podwójnego "S", cytuję: "Jakie jest pochodzenie nazwy dzielnicy miasta i cmentarza "Rossa" - nie wiadomo, wszelkie twierdzenia na ten temat polegają tylko na domysłach lub wymysłach i w gruncie rzeczy nie wytrzymują krytyki". I dalej: "Cmentarz Rosa należy niewątpliwie do najpiękniejszych w Wilnie i kraju całym". I tak niejednokrotnie: Rosa...
 
53. W bieżącym roku przypada 220. rocznica założenia cmentarza na Starej Rossie. Czy wzorując się na dramacie Czesława Jankowskiego ,,Rossieńskie Dziady” jest możliwość napisanie scenariuszu i wystawienie spektaklu na scenie?
 
Alwida Antonina Bajor: W 1869 r. obchody 100. rocznicy założenia Rossy były niemożliwe (reżim carski). W 1969 - obchody 200. rocznicy - podobnie (reżim sowiecki). Rok obecny - 220 rocznica... Liczymy od roku 1801 - "dokupionej ziemi"? Cóż... z obchodami rocznic bywa na zasadzie "jakoś to będzie". Co ma z tym wspólnego Czesław Jankowski i jego pocieszny "obrazek sceniczny"? No... zdarzyło mu się popełnić coś takiego, taką "agitkę" pisaną na kolanie "pod Mickiewicza"... W temacie cmentarnym nigdy nie celował, bo dobrze znał smak życia, radości, miłości, czego miał w nadmiarze. Był postacią renesansową, niezwykle barwną. Napisał setki wierszyków, w których "nie sadził się na poważne refleksje, opiewając po prostu uroki miłości i wesołości". "Pierwszorzędny poeta trzeciorzędny". "Poeta to trzeciorzędny, chociaż piszący bardzo gładko i sprawnie, polujący raczej na oryginalny koncept aniżeli na głębszą myśl, a w swoim satyrach dotykający tylko bardzo powierzchownych i mało interesujących stron współczesnego życia społecznego" (Juliusz W. Gomulicki). Można oczywiście z J. W. Gomulickim nie spierać (ostatecznie dobrze się stało, że Jankowski nie został poetą rozpaczy). Jankowski, człowiek o szerokich horyzontach, był wysokiej klasy pisarzem. Sławę zdobył nie w poezji, lecz w eseistyce, pamiętnikarstwie. Studiował w Krakowie, Warszawie, dużo po świecie wędrował. Sam siebie określił mianem "średniowiecznego trubadura zabłąkanego w wieku XIX, pozostającego w świecie kwiatów i miłości. Największą pasją Czesława Jankowskiego był teatr. Był w swoim czasie dyrektorem teatru, inscenizował operetki, pisywał znakomite recenzje teatralne. Był redaktorem gazet, czasopism. Jego najważniejsze dzieło - czterotomowy "Powiat Oszmiański". Warto je wskrzesić, wydać z okazji - jubileuszu (?). Dziwne, że do tej pory Czesław Jankowski nie doczekał się swojego biografa.
 
(ALWIDA ANTONINA BAJOR, dziennikarka, publicystka, tłumaczka, autorka książek oraz scenariuszy sztuk teatralnych, marzec, 2021 r.)
 
52. Jakie są współczesne potrzeby starych cmentarzy, zwłaszcza wileńskiej Rossy, Bernardynów lub nekropolii św. Piotra i Pawła na Antokolu?
 
Ewelina Mokrzecka: Uważam, że wszystkie wymienione cmentarze wymagają uwagi nie tylko stołecznych władz, ale i Ministerstwa Kultury. Chodzi zarówno o renowację, jak i o szczegółowe zbadanie terenu na których się znajdują nekropolie. W przypadku wileńskiej Rossy w pierwszej kolejności stawiałabym jednak na monitoring, o który od wielu lat upominają się społecznicy. Cmentarz Bernardyński wymaga gruntownej renowacji oraz zadbania o pomniki, które zapadają się w ziemię. Wydaje mi się, że ta nekropolia jest trochę w cieniu Rossy, ale należy pamiętać, że to również jeden z najstarszych cmentarzy w Wilnie. Cmentarz Słoneczny na Antokolu też zajmuje wysoką rangę wśród pomników kultury. Niestety nie jest objęty ochroną narodową, przez co nawet dzisiaj jest często użytkowany. Myślę, że eksperci właśnie na to muszą skierować swoją uwagę.
 
51. Czy w środkach masowego przekazu wystarczająco jest omawiana problematyka miejsc pamięci narodowych – zabytkowych nekropolii miasta Wilna? 
 
Ewelina Mokrzecka: W ogólnolitewskich środkach masowego przekazu problematyka miejsc pamięci narodowych jest omawiana znacznie rzadziej niż w mediach polskich na Wileńszczyźnie. Natomiast bardzo mnie cieszy aktywna działalność Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą w mediach społecznościowych, która jednocześnie dociera do szerokiego grona odbiorców. Nie tylko sympatyków Wilna.
 
50. Jakie nagrobki na starych nekropoliach Wilna powinno się odnawiać niezwłocznie: osób zasłużonych, w złym stanie technicznym czy mającą wartość estetyczną?
 
Ewelina Mokrzecka: Nie jestem ekspertką w kwestii renowacji zabytków, a zatem trudno mi się określić w tym temacie. Wydaje mi się jednak, że każdy nagrobek, który jest jednocześnie zabytkiem – niezależnie czy widnieje na nim nazwisko hrabiego czy piekarza – powinien być odnawiany.
 

(EWELINA MOKRZECKA, dziennikarka polskiej redakcji radia LRT, prowadząca program kulturalno-publicystyczny ,,Kas geresnio, kaimyne?”, członkini Polskiego Klubu Dyskusyjnego, luty, 2021 r.) 

 
49. Czy warto chodzić z dziećmi na cmentarze, zwłaszcza na zabytkowe? Dlaczego?
 
 Anna Złotkowska: Na zabytkowe cmentarze warto jest chodzić z dziećmi. Zarówno jak i z innymi członkami rodziny czy przyjaciółmi. Lubię   wejść na stary cmentarz w zwiedzanych miejscowościach. Opowiada on, poniekąd, historię tego miejsca. Ostatnio przez pół dnia słuchałyśmy z   przyjaciółką opowiadań pilotki w listopadzie 2019 roku na cmentarzu we Lwowie. I usłyszałyśmy o tym mieście tyle pięknych historii, legend,   zarówno poważnych, jak i romantycznych. Taki spacer z dziećmi stworzy dla nich szansę podłączenia się do korzeni miejsca w którym są.   Pokaże dzieciom nasz stosunek do przodków. Będzie lekcją szacunku do pracy wykonanej przez taką ilość osób przed nami i dla nas.
 
 48. Francuski poeta Guillaume Apollinaire niegdyś stwierdził, że ,,cmentarz jest ogrodem, co ma piękna wiele“. Jak Pani ocenia decyzję   poszczególnych mieszkańców miasta, którzy wolą spacerować po zabytkowych cmentarnych alejkach w towarzystwie ich czworonożnych
 pupili?
 
 Anna Złotkowska: Ponieważ od 9 już lat mam malutkiego pieska i jest on częścią naszej rodziny, zawsze towarzyszy nam w naszych wyjściach   na cmentarz. A jest to jeden z dwóch istniejących najstarszych cmentarzy miasta. Nie zauważyłam by zaszkodził zabytkom czy estetyce miejsca.   O porządek oczywiście dbamy, nie zależnie od tego czy to my sami się poruszamy, czy z dziećmi, czy z pieskiem. Więc raczej jestem spokojna.
 
 47.  Czy sakralny wymiar cmentarza na Rossie jest nadal obecny w świadomości ludzkiej? Dlaczego?
 
 Anna Złotkowska: Dla mnie Rossa - jest to część naszego miasta, bez której ono nie było by już tym samym miejscem. Na obydwa listopadowe 
 święta jesteśmy tu. Urzekający spokój alejek, chwila wyciszenia się i zadumy, poczucie bycia częścią historii, nie kończącej się, pisanej imionami
 znanych bardziej lub mniej mieszkańców Wilna. Nawet nie wiem kiedy Rossa jest piękniejsza - latem czy zimą?
 

(ANNA ZŁOTKOWSKA, bizneswoman, dyrektorką firmy Izovoltas i założycielką inicjatywy społecznej „Wileńszczyzna Jest Kobietą”, styczeń, 2021 r.)

 

46. Jakie czynniki zadecydowały o tym, że Mauzoleum Matki i Serca Syna na Rossie nie zostało całkowicie zniszczone podczas II wojny światowej i w okresie sowietyzmu?

Waldemar Szełkowski: Podczas wojny na cmentarzu nie było dużych walk, chociaż niektóre groby ucierpiały, o czym świadczą ślady po kulach. Za sowietów kwatera żołnierska była zaniedbana, ale nie zlikwidowano. Moim zdaniem powodem było: 1 - położenie cmentarza w mało prestiżowym miejscu - to znaczy nie był to kierunek rozwoju miasta (nie budowano nowych domów, fabryk); 2 - na płycie nie jest wymienione nazwisko Piłsudskich.

45. Jak Pan uważa, dlaczego dotychczas nie powstały lokalne komitety, które na wzór SKOnSR opiekowałyby się sztuką funeralną na Cmentarzach św. Piotra i Pawła, w Kalwarii lub na Bernardynach?

Waldemar Szełkowski: Inne cmentarze nie są tak znane jak Rossa, zwłaszcza w Polsce. Na przykład regularnie ma miejsce w Polsce kwesta na rzecz Rossy, a na inne cmentarze nie. Po za tym tam jest duża ilość grobów znanych Polaków oraz żołnierzy Wojska Polskiego, oczywiście Mauzoleum Matki i Serca Piłsudskiego, co zapewne było powodem, że najpierw o ten cmentarz bardziej zadbano zakładając SKOnSR. 

(WALDEMAR SZEŁKOWSKI, przewodnik, nauczyciel historii w Gimnazjum im. J. I. Kraszewskiego w Wilnie, przewodniczący Wileńskiego Klubu Rekonstrukcji Wojskowej Garnizonu w Nowej Wilejcenauczyciel historii w Gimnazjum im. J. I. Kraszewskiego w Wilnie, przewodniczący Wileńskiego Klubu Rekonstrukcji Wojskowej Garnizonu w Nowej Wilejce, grudzień 2020 r.)

 

44. Jakie zasadnicze cele powinny być realizowane przez animatorów wycieczek w obrębie przestrzeni sepulkralnej, jaką jest, na przykład, wileńska Rossa?

Barbara Dajnowicz: O atrakcyjności przestrzeni cmentarnej dla turystów decyduje co najmniej kilka czynników. Są to: pochowani zmarli (ich zasługi, ranga, popularność), różnorodność pomników i inskrypcji na nich, położenie nekropolii (lokalizacja, układ przestrzenny, wkomponowanie w krajobraz). Tym wszystkim może się poszczycić wileńska Rossa. Przestrzeń sepulkralna pełni nie tylko ważną funkcję emocjonalną (sentymentalną), poznawczą, ale też wychowawczą i edukacyjną. Zwiedzanie podczas wycieczek cmentarzy czy miejsc pamięci narodowej może być niebanalną lekcją historii i narzędziem formowania patriotyzmu, rozbudzaniem szacunku i poczucia dumy wobec dorobku minionych pokoleń.

43. Społeczny Komitet Opieki nad Starą Rossą co roku występuje z inicjatywą kontynuowania pięknej akcji ,,Światełko pamięci dla Rossy oraz Bernardynów" i zachęca ludzi do ofiarowania tradycyjnych zniczy, które 1 listopada płoną na grobach zabytkowych cmentarzy. A co gdyby klasyczne znicze zastąpić elektrycznymi, migającymi nawet do kilku tygodni?

Barbara Dajnowicz: Niewątpliwie jest to godna uwagi inicjatywa, dzięki której każdego roku coraz więcej osób dołącza się do tej pięknej akcji. Chylę czoła przed wszystkimi, którzy gromadzą, dowożą, zapalają i wreszcie zbierają wypalone znicze. Idealnym rozwiązaniem byłyby elektryczne znicze, bo są lżejsze, wygodniejsze w użyciu, bardziej przyjazne dla środowiska i ich blask rozświetlałby cmentarz w ciągu wielu nocy listopadowych. Ale, uwzględniając ich większą cenę, na razie są tylko marzeniem.

42. Z czym Pani kojarzą się stare wileńskie cmentarze?

Barbara Dajnowicz: W naszej świadomości cmentarze istnieją jako miejsca spokoju i zadumy nad życiem, ale niekoniecznie mają być kojarzone ze smutkiem. Otaczająca je aura powagi buduje w nas szacunek do miejsca, które samo w sobie jest jakby innym światem. Światem, z którym spotykamy się doraźnie i wspominamy o tych, którzy żyli przed nami, tworzyli, kochali... Często też wzruszające epitafia pobudzają naszą wyobraźnię. Uważam, że stare cmentarze są ważnym elementem tożsamości narodowej (,,Ojczyzna to ziemia i groby...” - K. C. Norwid) i stanowią cząstkę naszej historii. Często zapomnianej, często zagubionej gdzieś po drodze... Dlatego cieszy fakt, że coraz więcej ludzi poczuwa się do ochrony tych jakże cennych ,,świadków przeszłości’’, bo tylko łącząc wysiłek wielu osób i organizacji potrafimy zachować przynajmniej to, co dotrwało do naszych dni.

(BARBARA DAJNOWICZ, licencjowana przewodniczka, nauczycielka literatury i języka polskiego z Gimnazjum im. Władysława Syrokomli w Wilnie, listopad 2020 r.)

 

41. Wileńską Rossą przede wszystkim opiekują się Polacy mieszkający na Litwie, czujne oko nad starą nekropolią mają także poszczególne organizacje w Polsce, m. in. Fundacja ,,Pomoc Polakom na Wschodzie". Litewska społeczność jest bardziej pasywna w ratowaniu cmentarza, chociaż ostatnio są zauważalne nieśmiałe kroki w tym kierunku. Jak Pan uważa, w jaki sposób można bardziej zaangażować Litwinów do współpracy?

Bogusław Grużewski: Okres sowiecki zniszczył wielu pokoleniom ich powiązanie ze swoją przeszłością historyczną na terenie całego Związku Radzieckiego, bądź to narody Ałtaju czy mieszkańcy Krajów Bałtyckich. Dla wielu Litwinów, zwłaszcza młodszego pokolenia, Wileńska Rossa, jak i Konstytucja 3 Maja czy powstanie listopadowe nie kojarzy się z historią Litwy, dla wielu to nie są elementy ich pamięci narodowej, nie są wydarzenia godne dumy i wysiłku. Nie z własnej winy okazali się w takiej sytuacji. To jest stara reguła rządzenia narodami pod zaborem – dziel i rządź. Cieszę się, że są zauważalne nieśmiałe kroki w kierunku zbliżania się. Co można zrobić, aby zwiększać zaangażowanie Litwinów i mieszkańców innych narodowości Litwy do opieki nad Wileńską Rossą?

1) Przybliżać mieszkańcom Litwy (w języku litewskim) niektóre sylwetki wybitnych osób pochowanych na Rossie, akcentując ich znaczenie w  historii Litwy (to może być wspólny projekt z Instytutem Historii lub jakąś grupą dziennikarzy litewskich); 2) Aktywizacja współpracy harcerzy i skautów litewskich. Harcerze mogą przeprowadzić akcję na jednym z cmentarzy litewskich, a skauci na Rossie. 3) Poprzez organizacje mniejszości polskiej na Litwie (np., ZPL, SNPL, STiPL, teatry polskie i wiele, wiele innych ) przeprowadzić akcję “Czy wasi litewscy partnerzy znają Wileńską Rossę?” 4) Zachęcać szkoły polskie Wileńszczyzny, które współpracują ze szkołami litewskimi, aby odwiedzając Rossę, obowiązkowo zapraszali przedstawicieli szkół litewskich. Takich i podobnych propozycji może być znacznie więcej. Najważniejsze w tej sprawie, aby pamiętać, że jeżeli pragniemy kogoś do czegoś zachęcić, to powinniśmy spełnić 3 warunki: 1. Odpowiednio go informować; 2. Uwzględnić jego chęci i możliwości; 3. Zapewnić warunki, aby mógł naszą chęć zrealizować.

40. W momencie wejścia na cmentarz Łyczakowski we Lwowie osoba powinna wykupić bilet, aby mieć możliwość zwiedzania, fotografowania i filmowania. Czy podobna wejściówka sprawdziłaby się w praktyce na wileńskich zabytkowych nekropoliach?

Bogusław Grużewski: Jestem zdania, że takie rozwiązanie może być pomocne dla rozwiązania wielu problemów, jednak jego realizacja jest dość skomplikowana, ponieważ nie sposób odróżnić turystę od osoby prywatnej, która pragnie złożyć hołd zmarłej osobie. To bardzo delikatna sprawa. Jeżeli ta kwestią ma racjonalne rozwiązanie, to sam fakt wykupienia biletów, mógł by zapewnić określone środki na utrzymanie porządku na cmentarzu, renowację grobów oraz bardziej uporządkowane korzystanie z jego przestrzeni (ochrona, oświetlenie, jakość ścieżek itp.). Czy podobna wejściówka sprawdziłaby się w praktyce na wileńskich zabytkowych nekropoliach – trudno powiedzieć. Należałoby sprawdzić/ocenić liczbę osób zwiedzających, ponieważ powinna być dość duża, aby administracyjne koszta takich wejściówek sie opłaciły. W dniu dzisiejszym, moim zdaniem, taki potencjał posiada tylko Rossa, nie wiem sytuacji w innych miastach Litwy.  

39. Czy możemy stwierdzić, że cmentarze dzisiaj tworzone są brzydkie, w przeciwieństwie do cmentarzy, które powstawały w czasach, gdy podejście do śmierci było inne, pełne romantycznej fascynacji i wynikłe z powszechności dramatycznych doświadczeń śmierci w dobie rodzącego się romantycznego indywidualizmu?

Bogusław Grużewski: Nie możemy jednoznacznie twierdzić, że dzisiaj tworzone cmentarze są brzydkie, a cmentarze końca XIX w. – początku XX w. były bardziej natchnione, pełne romantycznej fascynacji i bliżej nie określonego eschatologicznego uroku. Z tego co miałem okazję poznać (mam na myśli chrześcijańską kulturę europejską) w różnych krajach Europy, w różnych okresach historycznych były cmentarze bardziej urocze i były ubogie i zaniedbane. Po dwóch-trzech stulecia pozostają tylko te bardziej zadbane, dlatego może powstać mylne mniemanie, że w tamtych okresach wszystkie były o takim charakterze. Jednak w sformułowanym pytaniu widzę nieco głębszą treść – stosunek do śmierci oraz aktu pogrzebania w przeszłości i dobie obecnej. W tej płaszczyźnie, rzeczywiście, moim zdaniem, widzimy wielkie zmiany, które odzwierciedlają głębokie transformacje naszego życia społecznego. 

1) Dzisiaj umieramy w coraz starszym wieku, dlatego śmierć często już nie jest wielką tragedią rodzinną, tylko naturalnym zakończeniem życia na ziemi, dlatego i zaangażowanie osób chowających może być (jest) znacznie mniejsze. 2) W państwach europejskich stale się zmniejsza zaangażowanie religijne mieszkańców ( w nieco lepszej sytuacji jest Polska, Austria, Hiszpania, Włochy) oraz wiara w życie pozagrobowe, co również zmniejsza motywację większego inwestowania w akt pogrzebowy oraz miejsca pochówku. 3) Znacznie się zmieniły normy życia publicznego i cmentarze coraz mniej spełniają rolę otwartej przestrzeni społecznej. Jeszcze za życia moich rodziców (zwłaszcza koniec XX w.) pamiętam, że cmentarze były bardzo ważnym elementem kontaktów społecznych, spotkań rodzinnych i wymiany informacyjnej. W takiej sytuacji, wystój grobu, jego otoczenie, wiele świadczyło nie tylko o osobie pochowanej, ale też o ludziach taki grób odwiedzających. Dzisiaj, regularne odwiedzanie cmentarzy nie jest normą w krajach europejskich i bardziej przetrwało tylko w krajach katolickich (w tym również w Polsce i na Litwie). 4) Radykalnie się zmienił stosunek współczesnego człowieka do śmierci. Współczesna kultura dobrobytu i zadowolenia z życia, coraz bardziej neguje fakt śmierci i przemijanie. Nie tylko pop kultura, ale też cały system oświaty (od poziomu tych najmłodszych) coraz rzadziej stara się uświadamiać ludziom wymiar eschatologiczny życia, a w krajach Skandynawskich nawet rodzicom nakazuje się nie zabierać ze sobą młodszych dzieci, jeżeli pragną uczestniczyć w procesie pogrzebowym. Chowa się ludzi szybko i dyskretnie, więc nawet myśl nie powstaje o potrzebie estetyki na cmentarzu i jego okolicach. Po prostu musi być wygodnie. Tak się dzisiaj żyje, aby było wygodnie ... Jaka romantyczna fascynacja, jaka walka o ideały czy sprawiedliwość społeczną??? 

(BOGUSŁAW GRUŻEWSKI, profesor nauk społecznych, ekonomista, dyrektor Litewskiego Centrum Badań Socjalnych,
członek Stowarzyszenia Naukowców Polaków Litwy, październik 2020 r.)

 

38. O jakiej porze roku najlepiej fotografować stare cmentarze miasta Wilna? Dlaczego?

Waldemar Dowejko: Myślę, że każda pora roku nadaje się do fotografowania. Przez to, że uzyskamy różne efekty (Jesień, czyli kolory, piękne światło, ładny kontrast), zima - tu akurat koloru mało, ale śnieg potrafi zamaskować niechciane fragmenty, nadaje pewnej tajemniczości, tworzy ciekawe formy. Wiosna na wileńskich nekropoliach jest wyjątkowa, cmentarz Bernardyński przekształca się w jeden wielki kwietnik, pięknie to współgra ze starymi pomnikami. Lato? Lato jest piękne zawsze i wszędzie, proponuję czasem w ciepłe popołudnie udać się na Rossę i wpatrzeć się w fotografie, tak w fotografie, te na pomnikach, są piękne! Niestety, tak szybko znikają! Śpieszcie się Państwo! Czas, ludzka ręka i pogoda nie mają dla nich litości...

37. Co teraz jest modne na starych nekropoliach wileńskich? Czy zauważył Pan jakieś nowe zjawiska albo, powiedzmy, cmentarne trendy?

Waldemar Dowejko: Co jest modne na cmentarzach Wilna? Modne jest pójście na cmentarz, to bardzo dobrze. Przyzwyczajanie młodzieży do tego, że trzeba wybrać się na cmentarz i pomóc z uporządkowaniem. Cieszę się całym sercem, jak widzę młodych harcerzy rozpalających znicze, ale też sprzątających wypalone znicze. Cieszę się, że zanika (odnoszę takie wrażenie) moda na sztuczne kwiaty, nienawidzę tego plastiku. Chciałbym, żeby "cmentarnym trendem " było zwyczajne ludzkie zadbanie o porządek, o pamięć o ludziach i miejscu.

36. Jakich porad udzieliłby Pan osobom, zamierzającym uwieczniać zabytkową Rossę, cmentarz Bernardyński lub św. Piotra i Pawła?

Waldemar Dowejko: Dla nikogo nie jest tajemnicą chyba fakt, że obecnie dużo fotografujemy. Przecież to "pstryknięcie" nic nie kosztuje? To jest właśnie to zło, zło które przestajemy zauważać. Zawsze mam chęć zapytać tych ludzi, co podczas świąt i obchodów tak tłumnie fotografują wszystko za pomocą swojego telefonu, po co oni to robią, co z tymi zdjęciami się stanie? Zatrzymajmy tą chwilę w pamięci, bo często w gonitwie za Złotym Kadrem nie zauważamy tego, co właśnie się odbywa. Jeżeli już mamy chęć zrobić kilka fotografii, to niech to będą przemyślane, dobrze skadrowane "udane" zdjęcia, które (uwaga) wydrukujemy i umieścimy w albumie. Polecam niektóre fotografie drukować i jeżeli nie na ścianie w pięknej ramie, to w rodzinnym albumie na pewno znajdzie się dla nich miejsce.

(WALDEMAR DOWEJKO, wileński fotoreporter Polskiej Agencji Prasowej, wrzesień 2020 r.)

 

35. Dlaczego poeci polscy i litewscy wolą bardziej pisać o szeroko pojmowanej problematyce Wilna (jego przeszłości, tęsknocie, zauroczeniu), niżeli podjąć refleksję nad sytuacją zabytkowych nekropolii miasta?

Alicja Dzisiewicz: Uważam, że poeci i pisarzy polscy i litewscy piszą o szeroko pojmowanej problematyce Wilna, dlatego, że każdy z nich porusza ten temat, który jest ważny osobiście dla niego. Myślę, że na historię Wilna składają się różne ważne historie związane z różnymi ważnymi ludźmi. Dla każdego Twórcy Ważnym może być zupełnie inny człowiek albo z nim związany budynek, miejsce, przedmiot czy wydarzenie. Cmentarz, na którym spocznie ważny dla Ciebie Człowiek, staje się nie tylko miejscem Jego spoczynku, ale i Jego kultu. O zabytkowych nekropoliach piszą więc ci, dla których Ważnym tematem jest Ta Nekropolia, jej historia, przyszłość i problemy albo ci, których niepokoi stan grobu Ważnego dla nich Człowieka. Każdy badacz ma Swój Ważny Temat i to jest dobre! Uzupełniajmy się. 

34. Wiara w przesądy jest wciąż żywa, a praktykowane zwyczaje, których rozum nie obejmuje, a które odbierane bywają jako przynoszące szczęście lub pozwalające uniknąć pecha, są wśród ludzi dość powszechne. Czy zna Pani jakieś rozpowszechnione na Wileńszczyźnie zabobony dotyczące cmentarzy?

Alicja Dzisiewicz: „Wiara zaczyna się tam, gdzie kończy się wiedza”. Cytat jest zawsze aktualny. Wiara w przynoszące szczęście albo pecha sytuacje, cyfry, zwierzęta jest nadal żywa i tak chyba już zostanie. Cmentarz jest miejscem, który zawsze budził pewną grozę, dlatego zabobony z nim związane są i dzisiaj praktykowane, a niektóre z nich stały się wręcz aktualną, powszechnie kultywowaną tradycją:
- Tylko ktoś niemądry pójdzie w nocy na cmentarz, no bo przecież zmarłym przeszkodzisz i mogą Cię wystraszyć, co?
- Jeszcze moja mama zabraniała mi zabierać coś z cmentarza – bo przyniesie to nieszczęście.
- Wielu z nas niesie na cmentarz świecę oraz wiązankę z gałązek świerku czy sosny, a przecież początkowo i ogień, i kłujące igiełki iglaków służyły do zniechęcenia zmarłych do wstawania z grobu...
- A i samo chodzenie na cmentarz często było (i jest) związane z obawą, by ktoś z cmentarza dla odmiany do Ciebie nie przyszedł...

33. Czy była Pani na starych cmentarz Wilna w ramach wolnego czasu i wypoczynku? Dlaczego?

Alicja Dzisiewicz: Często bywam na cmentarzach wileńskich i podwileńskich:
- opiekuję się grobami wielu zmarłych z grona Rodziny i znajomych porozrzucanych po cmentarzach wileńskich i po całej Wileńszczyźnie;
- w trudnych latach 90-ych próbowaliśmy łatać dziury w budżecie rodzinnym za pomocą handlu wiązankami na święta listopadowe – od tego czasu lubię atmosferę odświętnego cmentarza;
- lubię też spacer po cmentarzu z fotoaparatem w poszukiwaniu potrzebnego grobu Ważnego dla mnie w tej chwili Człowieka albo ładnego ujęcia. Badam XIX w. i wciąż wyłania się jakaś osoba, której grobu trzeba się naszukać na którymś z bliskich albo i dalekich cmentarzy.

(ALICJA DZISIEWICZ, poetka, nauczycielka języka polskiego i historii, kustosz Muzeum Adama Mickiewicza przy Bibliotece Uniwersytetu Wileńskiego, sierpień 2020 r.)

 

32. Czy sztuka funeralna może być dostępna dla osób z dysfunkcją wzroku?

Anna Sylwia Czyż: Zabytkowa nekropolia może być dostępna dla osób o różnorodnych niepełnosprawnościach, w tym z dysfunkcją wzroku. Na cmentarz składają się bowiem nie tylko dzieła rzeźbiarskie, czy też architektoniczne, ale również przyroda, w tym drzewa i zamieszkujące je ptaki. A zatem nekropolia może być odbierana nie tylko przez zmysł wzroku, ale także poprzez dotyk i słuch. O tym ostatnim aspekcie pamiętali zwiedzający Rossę w XIX w. zachwycając się szumem drzew i trelami ptaków. Co do dotyku – dzieła rzeźbiarskie (pomniki nagrobne) mogą być dostępne dla osób z dysfunkcją wzroku przynajmniej częściowo poprzez ten zmysł, jednak zawsze pod opieką przewodnika. Mogą być także dostępne poprzez tyflografikę i makiety wybranych pomników. Niemniej należy zauważyć, że osoby z niepełnosprawnością wzroku to z jednej strony niewidomi i niedowidzący, z drugiej niepełnosprawni od urodzenia i ci, którzy zdolność widzenia utracili w trakcie swojego życia. Każda z takich osób (grup) wymaga innego podejścia i przygotowania wizyty na cmentarzu. Głównym problemem jest dostosowanie przynajmniej części przestrzeni Starej Rossy do możliwości swobodnego przemieszczania się osób z dysfunkcją wzroku, choćby poprzez system prowadnic. Mogłyby one nie tylko ułatwić poruszanie się osób wymagających wsparcia, ale i zatrzymywałyby je przy obiektach, które można by poznać poprzez percepcję dotykową. Powinna też zostać przygotowana audiodeskrypcja, czyli przekaz werbalny tego, czego zwiedzający nie jest w stanie samodzielnie zobaczyć (dotknąć). Audiodeskrypcja może funkcjonować jako audioprzewodnik, plik do pobrania ze strony internetowej lub też być przekazywana na żywo przez osobę wyszkoloną w tym zakresie. Ważne, by audiodeskrypcja dostarczała wiedzę o cmentarzu i jego pomnikach, pobudzała wyobraźnię, wywoływała emocje i skłaniała do refleksji. Taką funkcję mają także odgłosy przyrody na Starej Rossie.

31. Do Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą zwróciła się jedna z sióstr ze Zgromadzenia Misjonarek Świętej Rodziny s. Jordana w sprawie odnalezienia miejsca pochówek trzech sióstr: Stefanii Zambrzyckiej (1898-1938), Janiny Plenis (1908-1942), Jutty Bronisławy Stelmaczonek (1914-1944), które zostały pochowane na Rossie, jednak z biegiem czasu ślady wiecznego spoczynku się zatarły. Znane źródła historyczne SKOnSR nie przyniosły oczekiwanych wyników. To nie jest jedyny taki przypadek. W jaki sposób można uczcić pamięć zmarłego, jeżeli nie wiemy, gdzie dokładnie spoczywają zwłoki danej osoby?

Anna Sylwia Czyż: W porozumieniu z administracją cmentarza należałoby zorganizować miejsce, gdzie można by umieszczać tablice, upamiętniające zmarłych, których pomniki nie zachowały się. Na Starej Rossie takim dobrym miejscem mógłby stać się mur cmentarny.

30. Co możemy badać na zabytkowych wileńskich nekropoliach? 

Anna Sylwia Czyż: Zabytkowe cmentarze Wilna to miejsca inspirujące badaczy wielu dyscyplin. Przede wszystkim można badać historię samej nekropolii na tle historii miasta, ale też biografie osób, które spoczywają na danym cmentarzu poprzez uważne wczytanie się w napisy na pomnikach i zestawianie danych ze źródłami archiwalnymi. Inskrypcje nagrobne dają też pole dla badań językoznawczych i literackich. Można również badać sztukę cmentarną (funeralną) – typy nagrobków i ich materiał, motywy ikonograficzne, ale i działalność warsztatów kamieniarskich, zadając pytania o import pomników z innych ośrodków artystycznych I inspiracje przy ich wykonywaniu. Podobne refleksje można prowadzić na temat cmentarnej architektury kaplic, pozycjonując ją nie tylko w kontekście architektury Wilna. Cmentarze to „ogrody pamięci”, a zatem badania nad ich kompozycją i zielenią są prowadzone przez architektów krajobrazu i biologów w zakresie roślinności, ale i świata zwierząt zamieszkujących daną nekropolię. Wreszcie można badać jak dany cmentarz funkcjonuje w społeczeństwie, jak jest postrzegany i jakie kody kulturowe są z nim związane, w jaki też sposób bywa wykorzystywany w kontekście współczesności i polityki historycznej. Zatem cmentarze Wilna to pole eksploracji naukowców reprezentujących nauki humanistyczne, społeczne i przyrodnicze.

(ANNA SYLWIA CZYŻ, doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, lipiec 2020 r.)

 

29. Czy możliwe jest określenie tożsamości narodowej zmarłego tylko na podstawie inskrypcji nagrobkowych spostrzeganych na cmentarzu Bernardyńskim, Rossie lub św. Piotra i Pawła?

Irena Kotwicka: "Gdy gaśnie pamięć ludzka, dalej mówią kamienie" - te słynne słowa prymasa tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego są inspiracją dla tych osób, dla których tożsamość narodowa nie jest pustym hasłem. Odwiedzając cmentarze wileńskie możemy przeczytać inskrypcje nagrobne, które są nośnikiem wielu informacji na temat egzystencji i historii społeczności. Są wyrazem ducha czasu i niosą w sobie pewien wzór pokoleniowy, to pamięć dająca poczucie tożsamości narodowej. 

28. Jak zmienia się percepcja cmentarza na Rossie wraz ze zmianą wieku odwiedzających?

Irena Kotwicka: Cmentarz Rossa jest coraz częściej zauważany i odwiedzany przez turystów z zagranicy, których zainteresowanie kulturą, historią i dziedzictwem systematycznie wzrasta. Cmentarz kryje w sobie wiele tajemnic i jest cząstką historii. Dużo turystów poszukuje swoich korzeni, miejsc pochodzenia, urodzenia i zamieszkania ich przodków. Historyczne cmentarze są nie tylko miejscami pamięci i zadumy, ale i opowiadają o moralnych postawach percepcji życia. Należy rozpowszechniać wiedzę o cmentarzach i powiększać świadomość społeczeństwa w tym zakresie.

27. Czy zabytkowe wileńskie nekropolie można odkrywać na nowo? W jaki sposób?

Irena Kotwicka: Możemy na nowo odkrywać te historyczne wileńskie nekropolie, dowiadując się o losach ludzi spoczywających na tych cmentarzach, o ich działalności, o ich życiu. Cmentarze - to prawdziwe muzea pod gołym niebem pełne pięknych rzeźb, architektonicznych perełek. Tu każdy nagrobek jest niepowtarzalny, nieodłącznie związany z naszą historią, przypominającą o tych, którzy byli tu przed nami, o ich spuściźnie. Szacunek do zmarłych i dbanie o pamięć jest naszym obowiązkiem.

(IRENA KOTWICKA, nauczycielka klas początkowych w Gimnazjum im. Szymona Konarskiego w Wilnie, licencjonowany przewodnik po Wilnie, czerwiec 2020 r.)

 

26. Cmentarze historyczne w Wilnie i na Wileńszczyźnie, wśród całokształtu działań podejmowanych w dziedzinie ochrony zabytków, znajdują się wyraźnie na marginesie. Dlaczego obiekty, z którymi każdy utrzymuje mniej lub bardziej bezpośredni kontakt, budzą tak mało zainteresowania?

Józef Szostakowski: W dziele ochrony, cmentarze historyczne na obszarze postkomunistycznym znajdują się na marginesie, bo historyczne. To zaczęło się po wojnie i trwało pół wieku, władze traktowały Rossę jako symbol polskości, wzniecali w ludziach strach. Sowieci i ich pomagierzy Rossę traktowali jak niechciane dziecko, jako symbol buntu, kontrrewolucji, „białopolaków”. Przypomnę, że już w 1940 r., na 11 Listopada, aby utrudnić ludziom zebranie się na Rossie, milicja otoczyła cmentarz, na pagórkach wśród grobów ustawiono działa przeciwlotnicze i odbyto ćwiczenia artylerii przeciwlotniczej! To jest prawda, o tym mówi materiał znajdujący się w archiwum. Piszę o tym w książce „Między wolnością a zniewoleniem” (s. 107). Jeżeli dobrze pamiętam, aż do połowy lat 80. nie zezwalano turystów zagranicznych, a byli to przeważnie Polacy, przyprowadzać na Rossę! Nawet w latach 90. było niemało wypadków niszczenia przez „towarzyszy” grobów. Tylko za niepodległej Litwy, kilka lat temu, gdy wydzielono kilka milionów euro, w tym unijnych, na rekonstrukcję, widok cmentarza kardynalnie zmienił się na lepsze. Dotąd, przez kilka dziesięcioleci, cmentarzem Rossa i innymi nekropoliami zajmowali się przeważnie społecznicy, zbierali pieniądze, za które odnawiano poszczególne nagrobki na Rossie, sądzę, że odnowiono może nawet około 70-80 grobów, dobrze byłoby wiedzieć ile. A za sowieckich czasów w Wilnie zniszczono kilka cmentarzy protestanckich, muzułmański i dwa żydowskie. Tak niszczono pamięć historyczną. Pisze o tym kanadyjski naukowiec litewskiego pochodzenia Laimonas Briedis w książce „Vilnius – savas ir svetimas” stwierdzając, że sowieckim gospodarzom i ich miejscowym pomagierom chodziło o zniszczenie pamięci historycznej, sprowadzenie do Wilna ludzi ze wsi i zbudowania „nowego” socjalistycznego miasta o socjalistycznej kulturze. To tak pokrótce, bo temat bardzo szeroki.

25. Jakie są podobieństwa i jakie występują różnice między zabytkowymi cmentarzami Wilna: św. Piotra i Pawła, Bernardyńskim i Rossą?

Józef Szostakowski: Te trzy stare cmentarze różnią się pochówkami, choć powstawały mniej więcej w tym samym okresie. Cmentarz Antokolski – szeroki, to taka secesja w tym znaczeniu, że są tam i pochowki katolickie, i prawosławne, i kwatera polska, i panteon żołnierzy radzieckich, którzy zginęli w czasie drugiej wojny światowej, i bardzo nieładna część, gdzie spoczywają działacze partyjni, sowieccy, struktur represyjnych. Natomiast ciekawa jest część Mauzoleum Obrońców Ojczyzny z Pietą, ciekawa architektonicznie część dla pochówku osób zasłużonych dla kraju. Cmentarz Bernardyński, stary, na skarpie Wilenki, na nim pochowano wiele profesorów z Uniwersytetu. Na Cmentarzu Rossa, na tzw. Górach Pacowych, spoczywa wiele literatów. Łączy te cmentarze w dużej mierze pagórkowaty krajobraz. Rozkochany w Wilnie poznaniak Witold Hulewicz w wierszu „Cmentarze” o barokowości miasta i nekropolii pisał: ,,Wileńskie cmentarze mają pejzaż gór / Umarli tutaj jeden ponad drugim leżą.

24. Czy istnieje związek między wyobrażeniami, o których niegdyś opowiadali mieszkańcy miasta lub okolic, a sztuką funeralną i napisami nagrobnymi widniejącymi na starych nekropoliach wileńskich?

Józef Szostakowski: Sztuka cmentarna i napisy nagrobne a folkor ludowy, wierzenia ludowe – to również mało zbadany temat. Znam i polecam książkę doc. dr Krystyny Syrnickiej „Polska epigrafika nagrobna na Wileńszczyźnie”, jest cenna monografia o Cmentarzu Bernardyńskim. Słyszałem, że obecnie również kilka osób pisze prace doktorskie na temat sztuki funeralnej. Ale to wymaga dalszych badań.

(JÓZEF SZOSTAKOWSKI, wileński poeta, redaktor, doktor nauk humanistycznych, wykładowca na Uniwersytecie im. Witolda Wielkiego, przewodnik i pracownik Muzeum im. Władysława Syrokomli w Borejkowszczyźnie, maj 2020 r.)

 

23. Pani jest autorką kilku przewodników podróżniczych, m. in. ,,Pielgrzymka na Litwę” oraz ,,Klejnoty Wileńskie”. Jaką informację powinien zawierać dobry informator turystyczny, ile uwagi w nim się poświęca zabytkowym nekropoliom i czy dostatecznie zasięgnąć po tę lekturę, by móc z satysfakcją zwiedzić najciekawsze zabytki?

Barbara Orszewska: Moim zdaniem, dobry przewodnik turystyczny powinien zawierać informacje na temat zabytkowych cmentarzy w danej miejscowości. Ilość takiej informacji zależałaby od objętości czy formatu konkretnego przewodnika/informatora. Bardziej ambitne publikacje mogą zawierać o wiele więcej informacji poświęconej cmentarzom (np. historię powstania, plan cmentarza, mapy, listę najcenniejszych zabytkowych nagrobków, nazwiska znanych i zasłużonych osób spoczywających na cmentarzu, fotografie, itp.) i służyć znaczącą pomocą zwiedzającym niż schematyczne krótkie przewodniki, które wymienają tylko nazwy cmentarzy, ich lokalizację i krótkie rysy historyczne. 

22. Czy zgadza się Pani z twierdzeniem „zabytkowy cmentarz na Rossie jest atrakcyjny turystycznie?" Dlaczego?

Barbara Orszewska: Zgadzam się z takim twierdzeniem. Cmentarz na Rossie jest atrakcyjny turystycznie zwłaszcza dla turystów z Polski. Szkoda, że Rossy nie ma w programie wycieczek turystycznych innych krajów, często jest ona  postrzegana jako zabytek wyłącznie polski. Dobrze, że od jakiegoś czasu zabytkiem zaczęli interesować się Litwini. Moim zdaniem atrakcją cmentarza są nie pomniki-dzieła sztuki (bo takich jest bardzo niewiele: Anioł Śmierci, pomnik na grobie Józefa Montwiłła), a postacie wybitnych i zasłużonych dla historii, nauki, literatury polskiej i litewskiej leżących tu ludzi: Piłsudski i jego rodzina, J. Basanavičius, M.K. Čiurlionis, J. Lelewel, Cz. Jankowski, Wł. Syrokomla, A. Wiwulski, E. Słowacki, A. Becu, J.Żarnowski i wielu innych. Rossa, tak, jak wszystkie stare cmentarze, jest niemym świadkiem minionych czasów. Naszym zadaniem jest poprawne odczytanie tego świadectwa i jej zachowanie.

21. Czy w obecnym czasie, kiedy unika się publicznej debaty na temat cierpienia, starości i śmierci, a propaguje się witalność i młodość, stare cmentarze Wilna nadal pełnią ważną funkcję?

Barbara Orszewska: Stare cmentarze powinny pełnić funkcję zabytków, tak jak muzea, zamki, pałace czy kościoły. Do muzeów historycznych ludzie idą po to, żeby podziwiać stare przedmioty, czasem znalezione w wykopaliskach, żeby zachwycać się kunsztem dawnych artystów i pięknem wykonanych przez nich rzeczy. Podobnie jest ze zwiedzaniem starych cmentarzy: oddajemy hołd ludziom, którzy żyli przed nami, którzy tworzyli świat, którego spadkobiercami w pewnym stopniu jesteśmy...

(BARBARA ORSZEWSKA, koordynator projektów w Instytucie Polskim w Wilnie, nauczycielka, autorka przewodników i podręczników szkolnych, licencjowany przewodnik turystyczny, kwiecień 2020 r.)

 

20. Odnawianie nagrobków na starych wileńskich nekropoliach wiąże się z dużymi wydatkami finansowymi. Czy jest to wygodne pod względem ekonomicznym? Dlaczego?

Adam Doliwa: Muszę przyznać, że zwiedzając Starą Rossę po raz pierwszy, w październiku 2019 r., zwróciłem uwagę na to, że część pomników nagrobnych jest odnowionych, inne wymagają pilnej renowacji, niektóre zaś są właśnie naprawiane. Zastanawiałem się wtedy - skąd środki, z pewnością niemałe - na te wszystkie prace. Czy od sponsorów prywatnych, czy z funduszy publicznych - litewskich, polskich, europejskich? Czy od rodzin osób spoczywających na cmentarzu? Myślę, że warto poszukiwać wszelkich sposobów finansowania odnawiania tych nagrobków - mają przecież one wartość powszechną - często historyczną i artystyczną. Może warto zorganizować kwestę na rzecz odnawiania Rossy? Chętnie, wraz z moimi studentami się w nią zaangażuję!

19. Czy według Pana opinii, Polacy chętnie składaliby datki na odnowienie pomników nagrobnych Rosjan, spoczywających na cmentarzu na Rossie, zwłaszcza w obecnym czasie, kiedy polsko-rosyjskie stosunki z różnych przyczyn są chłodne i napięte?

Adam Doliwa: To dość trudne i delikatne pytanie. Zdaję sobie sprawę, że przeszłość rzutuje na współczesne stosunki, często zaś determinuje przyszłość. Myślę jednak, że bieżąca polityka nie powinna wpływać na nasze społeczne postawy w życiu codziennym. W stosunkach międzyludzkich warto kierować się wartościami właśnie, być uczciwym i moralnym, szanować się nawzajem.

18. Dwa razy do roku Społeczny Komitet Opieki nad Starą Rossą zaprasza społeczeństwo do wzięcia udziału w sprzątaniu Starej Rossy. Do pomocy najczęściej zgłaszają się uczniowie, studenci i nieliczne grono społeczników lub miłośników historii Wilna. Jak Pan ocenia coroczne akcje, czego one mogą nauczyć?

Adam Doliwa: Udział w sprzątaniu Starej Rossy jest dla mnie nowym i bardzo cennym doświadczeniem - jako dyrektor wileńskiej Filii Uniwersytetu w Białymstoku wraz z moim zastępcą i świetnie zorganizowanym samorządem studentów Wydziału Ekonomiczno-Informatycznego uczestniczyłem w tej akcji pod koniec października 2019 r. - po raz pierwszy i z pewnością nie ostatni! Moi wileńscy studenci oprowadzili nas po Rossie i pokazali nagrobki Lelewela, Syrokomli, profesorów i rektorów Uniwersytetu Stefana Batorego. Oczywiście, co jest przeżyciem samym w sobie, zajęliśmy się też sprzątaniem Mauzoleum Serca Marszałka Piłsudskiego. Uważam, że tego typu akcje są niezwykle szlachetne i działają wychowawczo na młodzież - w duchu humanizmu i patriotyzmu. Chciałbym w przyszłości doprowadzić do zaangażowania w akcję studentów z Polski - rozmawiałem już zresztą o tym z przedstawicielami różnych organizacji studenckich, w tym kół naukowych na Uniwersytecie w Białymstoku. Trzeba dawać przykład innym!

(ADAM DOLIWA, doktor habilitowany, profesor, dyrektor Filii Uniwersytetu w Białymstoku w Wilnie, marzec 2020 r.)

 

17. Czy czujemy się bezpiecznie na zabytkowych wileńskich nekropoliach?

Mirosława Naganowicz: Na zabytkowych cmentarzach czuję się bezpiecznie. Może jest to mój błąd, ponieważ cmentarze są rozległe i pustawe, więc teoretycznie może być różnie. Nigdy jednak nie spotkałam się z kimś niebezpiecznym i nie słyszałam o takich wypadkach. Są, oczywiście, narkomani, ale ostatnio rzadko i pewno nie są agresywni. Podoba mi się, że teraz na Rossie jest oświetlenie.

16.  Turystyka w obiektach sakralnych, na przykład na wileńskiej Rossie, stanowi o współistnieniu i wzajemnym przenikaniu się sacrum i profanum. Czy na tym tle powstają konflikty?

Mirosława Naganowicz: Sacrum i profanum? To zawsze jest i będzie. Dla jednych zwiedzających to święte miejsce. Klękają przy płycie serca Marszałka, wzruszają się oraz modlą. Inni się śpieszą i nie mają pojęcia o spoczywających na Rossie. Dla mnie jest najważniejsze, żeby nie zadeptywano cmentarza, żeby uczulić na chodzenie ,,gęsiego" lub na nie chodzenie do grobu Euzebiusza Slowackiego.

15. Jakie prace na starych cmentarzach uważa Pani za zabronione?

Mirosława Naganowicz: Zabronione powinny być takie prace, gdy stare płyty, mury, ogrodzenia, zamienia się na nowe. Takie, kiedy skarpa z grobami staje się skarpą bez grobów. Takie, kiedy część starych grobów znika. Zabronione powinny być też prace prowadzone przez niewykwalifikowanych rzemieślników, którzy nie mają szacunku do zabytków.

(MIROSŁAWA NAGANOWICZ, licencjowana przewodniczka, nauczycielka języka polskiego w Szkole Podstawowej w Kolonii Wileńskiej, członkini Polskiego Studia Teatralnego w Wilnie, luty 2020 r.)

 

14. W grudniu 2019 r. na swoim profilu na Facebooku zamieściła Pani zdjęcie wykonane na Rossie i stwierdziła, że odwiedzanie grobów swoich bliskich – to spełnienie obowiązku oraz piękna tradycja. Kto z pokrewieństwa spoczywa na najstarszej wileńskiej nekropolii i w jaki sposób otacza opieką to miejsce, nie zważając na fakt, że mieszka Pani w Polsce?

Alicja Węgorzewska-Whiskerd: W grudniu 2019 r. po raz kolejny odwiedziłam Wilno. Za każdym razem moje kroki kieruję w dwa miejsca – Ostra Brama i Cmentarz na Rossie. Modlitwa przed obrazem Matki Bożej ma dla mnie osobisty wymiar, a cmentarz na Rossie – to odwiedzenie grobów moich przodków. Rodzina mojej mamy pochodzi z Wilna. Tu spoczywa jej dziadek, siostra i dalsi krewni. Zakończenie II wojny światowej, a co z tym idzie przesunięcie granic, zmusiło rodzinę mojej mamy – jak wielu innych rodaków – do decyzji, z którą mierzyli się całe życie i z którą całe życie musieli się godzić. To były ciężkie wybory – między ukochanym miastem a ukochanym krajem, między pozostaniem w ukochanym mieście tak bliskim sercu a podróżą w nieznane. Ta latami trwająca tęsknota, która snuła się we wspomnieniach, dzieliła się opłatkiem przy wigilijnym stole czy wypływała ze słów pieśni nuconych podczas rodzinnych uroczystości. To trudności w odwiedzeniu grobów rodziny, należyte zadbanie o groby przodków. W latach 80 na ile pozwoliły ówczesne władze mogliśmy dokonać oznaczenia grobów i pozostawienia tablic. Potem wielokrotnie odwiedzaliśmy tę znaczącą polską nekropolię, ze smutkiem obserwując jej niszczenie, poprzewracane krzyże, powybijane zdjęcia, pozajmowane groby. A przecież cmentarze to miejsca zbiorowej pamięci, tu możemy znaleźć ślady i wspomnienie ludzi wielkich, a także tych zwyczajnych tworzących historię swoich czasów.

13. Zabytkowe wileńskie cmentarza są w opłakanym stanie. Mimo iście heroicznej postawy, Społeczny Komitet Opieki nad Starą Rossą, który zawdzięczając wsparciu niektórych polskich fundacji, organizacji, mecenasów działa od 30 lat, przy braku stabilnej i masowej pomocy ze strony społeczeństwa obu państw, nie jest w stanie wszystkiemu zaradzić. Czy nie jest to walka z wiatrakami? Któż mógłby przeciąć ten węzeł gordyjski?

Alicja Węgorzewska-Whiskerd: Dlatego tak ważne jest zachowanie ciągłości pokoleń. To przekazywanie cząstki o troskę naszych dziejów naszym dzieciom, tak jak rodzice przekazali to nam. Chylę czoła wszystkim tym, którzy angażują swoje siły i środki działając w Społecznym Komitecie Opieki nad Starą Rossą. Widzę potrzebę wielkiej akcji zakrojonej na szeroką skalę. Czas nie jest naszym sprzymierzeńcem. Zróbmy wszystko, aby nasi następcy nie zastali szczątków nagrobnych płyt, nadajmy kamieniom imiona…..Cieszy mnie zainteresowanie Polskich Władz losami Cmentarza, ale budzi mój niepokój – brak stałego finansowania odbudowy i utrzymania tak polskiego Cmentarza. Same wspominki w Dzień Zaduszny to trochę mało, musza być podjęte szybkie działania, aby przywrócić temu miejscu dawną świetność i należytość. Całym swoim sercem wesprę wszystkie działania oraz zaangażuję się w proces odbudowy Cmentarza na Rossie.

(ALICJA WĘGORZEWSKA-WHISKERD, dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej, śpiewaczka operowa (mezzosopran), styczeń 2020 r.)

 

12. Wielokrotnie w ciągu roku mieszkający na Litwie Polacy gromadzą się przy Mauzoleum Matki i Serca Syna na wileńskiej Rossie, by oddać należyty hołd Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Jest to piękna i patriotyczna tradycja, która trwa od wielu lat. Nasuwa się jednak pytanie - czy pamiętamy o ojcu Marszałka? Wiadomo, że zwłoki Józefa Wincentego Piotra Piłsudskiego spoczywają w Sankt Petersburgu. Z jakiego powodu pozostał on w cieniu upamiętnienia i dlaczego Rzeczpospolita Polska nie opiekuje się jego grobem?

Aleksander Radczenko: Obawiam sie, że już samo pytanie zawiera odpowiedź. Niestety nie pamiętają. Trudno mi odpowiedzieć dlaczego. Prawdopodobnie jest to pytanie do Polaków z Sankt Petersburgu oraz placówki dyplomatycznej RP w tym mieście. Być może warto też ten problem rozważyć szerzej - np. czy prochy ojca Marszałka nie powinny były być sprowadzone do Wilna? W ogóle dzisiaj, gdy relacje polsko-litewskie uległy znaczącej poprawie można pokusić się o różne ambitne projekty dotyczące wspólnej pamięci historycznej, np. sprowadzić prochy Józefa Mackiewicza z Londynu na Rossę.

11. Zabytkowe cmentarze Wilna posiadają walory estetyczne oraz wartości historyczne, artystyczne i naukowe. Ideą ich ochrony jest przekazanie tych właśnie wartości przyszłym pokoleniom. Warto więc odpowiedzieć na pytanie, jak robić to skutecznie?

Aleksander Radczenko: Tylko we współpracy z lokalnymi społecznościami, zgodnie z prawdą historyczną i na podstawie opracowanego przez ekspertów planu. Tworząc i wcielając taki plan w życie niezbędne są jednak wyczucie oraz zachowanie równowagi. Nie da się miłości do historii wpoić za pomocą rózgi, jeśli wiedza o cmentarzach wileńskich będzie przekazywana za pomocą przymusowego udziału uczniów czy studentów w akcjach sprzątania cmentarzy, akcjach charytatywnych - skutek będzie odwrotny od zamierzonego. Niewątpliwie forma przekazywania wiedzy powinna być interaktywna i nowoczesna (warto zastanowić się w jaki sposób wykorzystać najnowocześniejsze technologie, np. poszerzoną rzeczywistość lub rzeczywistość wirtualną, aplikacje itp.).

10. Czy cmentarz na Rossie jest już tylko pamiątką z przeszłości?

Aleksander Radczenko: Cmentarz na Rossie jest namacalną lekcją historii, takim wileńskim Panteonem.

(ALEKSANDER RADCZENKO, prawnik, dziennikarz, publicysta, prowadzący program w Radiu Znad Wilii ,,Dzień na dwa głosy", doradca prawny prezydenta Litwy Gitanasa Nausėdy, grudzień 2019 r.)

 

9. Szczątki powstańców styczniowych, znalezione na górze Giedymina, 22 listopada 2019 roku zostały pochowane w głównej kaplicy pogrzebowej na Starej Rossie. Przedstawiciele białoruskiej inteligencji skierowali list otwarty do rządu Litwy z prośbą o to, aby zwłoki Konstantego Kalinowskiego, jednego z przywódców powstania, pochować na Białorusi. Czy powinniśmy byli pójść na ustępstwa naszym sąsiadom?

Alina Balčiūnienė: Sądzę, że powtańcy - Zygmunt Sierakowski i Konstanty Kalinowski - jednocześnie straceni w Wilnie, a później pochowani obok siebie (a raczej ich szczątki ukryto) również w Wilnie, muszą spocząć razem. Wileńska Rossa, pamiętająca XIX w. jest najlepszym rozwiązaniam. Jednocześnie rozumiem Białorusinów, którzy każdego, kto urodził się albo był związany z ich terytorium, uważają za część historii i kultury tego kraju.

8. W Wilnie coraz częściej stare cmentarze, szczególnie wileńska Rossa lub cmentarz Bernardyński, postrzegane są jako interesujący walor turystyczny. Czy jednak masowe wykorzystanie obiektów sepulkralnych na potrzeby tworzenia produktu turystycznego mającego charakter komercyjny jest etyczne?

Alina Balčiūnienė: Zwiedzając dowolny kraj zwykle odwiedzamy miejsca zabytkowe. Każda wycieczka ma charakter komercyjny. Wchodząc do kościołów, gdzie rzadko który turysta zostawi grosik, również wykorzystujemy to do uatrakcyjnienia pieszej wycieczki. Czy etyczne jest zwiedzanie zabytkowego cmentarza? A gdyby nieodpłatnie, to wtedy ok? Nigdy nie zauważyłam, żeby jakikolwiek turysta odniósł się do spaceru po cmentarzu bez szacunku. Młodzi Polacy niewiele wiedzą o tych terenach. Czytając napisy na nagrobkach najlepiej mogą uświadomić sobie, że rzeczywiście te tereny są przesiąknięte polskością. Tego nie zastąpi żadne opowiadanie czy film. To jak dotyk historii. Kwatera Wojskowa ukazuje różne okresu XX w., gdy tutaj walczyli o Polskę, ginęli za tę ziemię. Zresztą oprócz turystów to na Rossę nie bardzo już kto i zajrzy. I tak już od ponad pół wieku...

7. Kto przede wszystkim powinien być odpowiedzialny za ochronę zabytkowych cmentarzy w Wilnie?

Alina Balčiūnienė: Jeżeli cmentarz zabytkowy, więc jest na liście obiektów chronionych. Mamy Departament Dziedzictwa Kultury. Jak najbardziej. Może też współpracować z organizacjami pozarządowymi NGO (ang. non-government organization)

(ALINA BALČIŪNIENĖ, pracowniczka Centrum Informacji Turystycznej (CIT) i muzeum Władysława Syrokomli na Barejkowszczyźnie, nauczycielka klas początkowych w Gimnazjum im. Szymona Konarskiego w Wilnie, licencjowany przewodnik (strona internetowa: www.litwaprzewodnik.com), listopad 2019 r.)

 

6. Na Starej Rossie i cmentarzu Bernardyńskim w Wilnie spostrzegamy wymowne napisy umieszczone na nagrobku lub pomniku upamiętniające albo sławiące zmarłego. Te epitafia świadczą o tym, że nasi przodkowie starali się też pięknym słowem czcić pamięć swoich bliskich. Dlaczego obecnie zanika zwyczaj umieszczania na pomnikach nagrobnych takich napisów?

Kinga Geben: Rzeczywiście, dość powszechny w XIX wieku zwyczaj wierszowanych epitafiów dzisiaj zanikł całkowicie, na współczesnych cmentarzach nie znajdziemy tak pięknych inskrypcji jak na Rossie, na przykład na grobie profesora Uniwersytetu Wileńskiego Euzebiusza Słowackiego. Współczesne napisy nierzadko ograniczają się jedynie do imienia i nazwiska oraz roku urodzenia i śmierci. Szkoda, ale zanika również zwyczaj umieszczania zdjęć i skrótu Ś.P. (świętej pamięci). Oczywiście rycie liter w kamieniu jest drogie, ale brak ekspresywnych napisów na nagrobku wynika też z tego, że o śmierci nie lubimy rozmawiać i stosunki w społeczeństwie są coraz bardziej anonimowe. Może dlatego ostatnim miejscem, gdzie można zobaczyć jeszcze dłuższe napisy są szarfy żałobne „Kochanemu Tatusiowi – tęskniąca żona i dzieci”, które są usuwane wraz z wieńcami chyba po miesiącu od pogrzebu.

5. Od wielu lat obserwujemy upowszechniającą się tendencję do ekshumowania zwłok zasłużonych osób, nawet wiele lat po śmierci, aby przenieść je w inne, np. bardziej godne miejsce. Przykładem na Starej Rossie jest powtórny pochówek architekta-rzeźbiarza Antoniego Wiwulskiego, matki Marszałka Józefa Piłsudskiego Marii z Bilewiczów, historyka Joachima Lelewela. Czy takie starania zasługują na pochwałę, zwłaszcza gdy dotyczy ono transferu zwłok z zagranicy do kraju?

Kinga Geben: W 1890 roku sprowadzono do Krakowa szczątki Adama Mickiewicza, w 1927 – Juliusza Słowackiego, Joachim Lelewel trafił na Rossę w 1929 roku i chyba nie ma w tym nic zdrożnego, jeśli społeczeństwo chce uczcić kogoś bardzo zasłużonego w ten sposób, a rodzina zmarłego daje na to zgodę. Natomiast współczesne regulacje pozwalające w niektórych krajach UE na rozsypywanie prochów na przykład z samolotu są dla mnie nawet trudne do zrozumienia. W ten sposób nie zostaje nawet śladu po zmarłym, a następne pokolenia nie będą miały możliwości westchnienia przy grobie swoich przodków...

4. W Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny każdy z nas odwiedzi groby swoich bliskich, krewnych lub znajomych. Niektórzy także zawitają na zabytkowe wileńskie cmentarze (Rossę, Bernardyny, św. Piotra i Pawła, cmentarz w Kalwarii Wileńskiej), gdzie są pochowane powszechnie znane, chociaż dla nas cudze osoby. Jak powinniśmy się zachowywać, czego unikać i o czym powinniśmy pamiętać w tych szczególnych dniach?

Kinga Geben: Dla mnie jest ważne, by w tym dniu ludzie starsi mogli dotrzeć na groby swoich najbliższych, a wiadomo, że ruch przy cmentarzach zostaje wstrzymany, starsi zaś niekoniecznie mają siły, by przejść pieszo kilka kilometrów. Z kolei podziwiam naszą młodzież, która sprząta przed świętami Rossę czy cmentarz Bernardyński i cieszy to, że jest aż tylu zaangażowanych, by groby znanych kiedyś wilnian nie były dzisiaj zaniedbane. Odwiedzenie cmentarza jest jak najbardziej potrzebne dla nas samych, by czuć, myśleć, pamiętać…

(KINGA GEBEN, dr nauk humanistycznych, językoznawca, lektor naukowo-dydaktycznego Centrum Polonistycznego Uniwersytetu Wileńskiego, październik 2019 r.)

 

3. Dlaczego cmentarz na Rossie jest świadectwem polskości?

Halina Kałmyk: Przede wszystkim dlatego, że większość grobów na Rossie jest polskich, m. in. tu spoczywa Serce Marszałka Józefa Piłsudskiego wraz z polskimi żołnierzami oraz wielu członków jego rodziny, profesorzy Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie (obecnie Uniwersytetu Wileńskiego), Justyn Narbutt - uczestnik Insurekcji Kościuszkowskiej, uczestnicy Powstania Listopadowego i Styczniowego, Joachim Lelewel, ojciec i ojczym Juliusza Słowackiego, Onufry Pietraszkiewicz - archiwista filomatów, polscy poeci, pisarze, lekarze, rzeźbiarze, malarze, muzycy, historycy, prawnicy, działacze społeczni, duchowieństwo, harcerze i zwykli prości ludzie jak moi pradziadkowie oraz członkowie mojej rodziny. Nie sposób wymienić wszystkich Polaków, których miejscem spoczynku jest Rossa, którzy przelewali krew za wolność ziemi wileńskiej, którzy przyczyniali się do odbudowy Wileńszczyzny czy też opiewali nasz kraj w swoich utworach.

2. Jak ocenia Pani obecny stan wileńskiej Rossy?

Halina Kałmyk: W mojej opinii, obecny stan zdecydowanie się polepszył. Trwają intensywne prace w naprawianiu zarówno infrastruktury cmentarza, jak i poszczególnych nagrobków.

1. Czy turysta z Polski (zwłaszcza młodsze pokolenie) chętnie zwiedza Rossę, zadaje przewodnikowi dodatkowe pytania, podejmuje dyskusję, czy jednak ogranicza się do milczenia i słuchania?

Halina Kałmyk: W moim przekonaniu, około 95 proc. turystów z Polski zwiedza Rossę. Uczestnicy szkolnych wycieczek raczej słuchają, zaś młode osoby w wieku powyżej 25 lat zadają pytania i podejmują dyskusję (czasem odnośnie poszczególnych nagrobków lub pochowanych tu osób, czasem mówią o swoich uczuciach, jakie wzbudza w nich cmentarz). Cegiełki najchętniej nabywają osoby w średnim i starszym wieku.

(HALINA KAŁMYK, licencjowany przewodnik po Wilnie i Litwie (fanpage na Facebooku: Wilno wg Halinki) wrzesień 2019 r.)