Tak się nie traktuje nekropolii o randze państwowej. Ścieżki na Rossie wołają o pomstę do nieba

Intensywna ulewa, która rozpoczęła się wieczorem 1 sierpnia i trwała przez całą noc 2 sierpnia 2026 r., ponownie obnażyła chroniczne zaniedbania na Starej Rossie. Woda spływająca po stromych zboczach cmentarza wyrządziła szkody w wielu miejscach Wileńszczyzny, lecz na Rossie problem jest stary, dobrze znany i od lat ignorowany.

Od ponad pięciu lat główne ścieżki na Cmentarzu na Starej Rossie znajdują się w stanie krytycznym. Społeczny Komitet Opieki nad Starą Rossą (SKOnSR) wielokrotnie alarmował, że teren jest pagórkowaty, a zastosowany materiał zupełnie nie nadaje się do takiego ukształtowania. Nie pomogły kierowane pisma, prośby, zgłaszanie problemu podczas spotkań polskiej społeczności z merem Wilna Valdasem Benkunskasem i doradczynią Justyną Kozłowską, nagłaśnianie tematu w mediach ani rozmowy z urzędnikami.

Efekt? Lata bezowocnych spotkań, brak działań i brak odpowiedzialności.

W odpowiedzi samorządu z 2024 r. wskazano, że „materiały użyte do naprawy ścieżek nie sprawdziły się. Zaplanowano środki, będzie przygotowywany projekt, potem przetarg, prace planowane są na 2025 rok”.

Minął rok 2025. Nie wykonano NIC. Sytuacja głównej ścieżki na Nowej Rossie również pogarsza się z dnia na dzień.

W tym roku ponownie zapytano o postęp. Otrzymana odpowiedź brzmiała: „Projektu nie ma. Prace odtworzeniowe wykonała UAB Grinda. Akt wykonania podpisano w styczniu 2026 r.” I to wszystko.
 
Organizacja non-profit spostrzega systemowy problem działania samorządu. Społeczność ma prawo wiedzieć, że tak właśnie wygląda praktyka samorządowego „zarządzania”, tzn, ciągłe przesuwanie terminów, pozorne działania, a w efekcie całkowity brak realnych prac. Stara Rossa, jedno z najważniejszych miejsc pamięci w całym regionie, jest pozostawiona samej sobie, a każda ulewa tylko pogłębia degradację.
 
Samorząd zasłania się pustymi formułkami. Jeśli przez pięć lat nie powstaje nawet projekt, to nie jest problem techniczny, a po prostu brak woli działania. A brak woli działania wobec miejsca o takiej wartości historycznej i kulturowej jest zaniechaniem, które powinno być publicznie nazwane i rozliczone.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
  
 
 
 
 
 
 
 
 
(Fot. członek SKOnSR Dariusz Lewicki)